czwartek, 17 lipca 2014

Do widzenia ?

Hej. Jest mi ostatnio ciężko... Ten blog to chyba nigdy nie był dobry pomysł/. Nigdy sobie z nim nie radziłam. Zaniedbywałam. Kiedyś pisanie sprawiało mi radość. Po założeniu tego bloga stało się uciążliwym obowiązkiem. Kochałam pisać i chce pokochać ponownie. Może kiedyś, kiedy będę gotowa spotkamy się znowu... Dziękuję wam i przepraszam. Szczególnie chce podziękować Soledad Rodriguez. Ona zawsze była i wiem że nie zostawiłaby mnie... Twój blog jest świetny, zrobiłaś ogromy postęp. Pisz dalej, kochanie !  Zobaczcie, bo warto : http://el-amor-es-la-poesia-de-los-sentidos.blogspot.com/
I hej, Alvaro nie jest idiotą ! Zobaczyłabyś, gdybym teraz nie przesala tego publikować.... ale przestaję.
Jeśli ktoś chce się ze mną skontaktować, zobaczyć co byłoby dalej, to proszę.
Facebook https://www.facebook.com/ola.wymyslowska
Ask http://ask.fm/ola2399

DZIĘKUJĘ ! ♥
Do widzenia ? A moze jednak do zobaczenie niedługo ? Mam nadzieje, ze nie żegnajcie...

I pamiętaj, tak ty... taka tam refleksja, może ci się przyda... " nie martw się przyszłością, ona przyjdzie i narzuci sie sama , zupełnie oczywista, mimo że może jej w tej chwili nie widzisz". Mądry był ten nasz Zośka.


środa, 23 kwietnia 2014

Rozdział 9.

Dziewczyna  zapłakana, zmęczona, wyczerpana w każdym możliwym tego słowa znaczeniu przysiadła na najbliższej ławce. Nie zauważyła nikogo na chodniku, ulice wiały pustkami. Nie potrafiła już zapanować nad sobą, pozwoliła dać upust emocjom, nie starała się trzymać przy sobie kawałków popękanego serca, schowała twarz w dłoniach zanosząc się płaczem. Jej głośne pochlipywanie roznosiło się echem po cichym parku w letnią noc. Księżyc nadawał nastroju, okalał wszystko delikatną poświatą.
- Mogę Ci jakoś pomóc ? – usłyszała delikatny, kobiecy głos nad swoim uchem. Podniosła głowę, a jej oczom ukazała się brunetka wyglądająca mniej więcej na rówieśniczek Mai. Nieznajoma patrzyła ze współczuciem w załzawione oczy.
- Nie. – przyglądała się ciemnym tęczówkom jak zahipnotyzowana. Dziewczyna wyglądała na miłą, jej delikatny uśmiech był szczery, a oczy radosne. Na tą myśl ponownie wybuchnęła głośnym płaczem, jego oczy też takie były, on też się taki wydawał. Kiedy w końcu nauczy się, że pozory mylą, a ludzie są beznadziejni ?  – Nic od Ciebie nie chcę. – odpowiedziała jej twardo, nie miała ochoty na kolejne rozczarowanie.
- Hej, nie zostawię Cie tu.
- Po prostu odejdź. Poza tym jak widzisz, że ktoś siedzi, to daj mu spokój, jest tak wiele ławek, czemu przylazłaś akurat tutaj ?! Czy wy wszyscy nie rozumiecie jak się do was mówi ? Nie wiecie co znaczy „daj mi spokój” albo „ zostaw mnie” ? – teraz włosy miała potargane, lepiły się do czerwonej, mokrej od łez twarzy. Dziewczyna przyglądała się zdumiona, otworzyła usta, jednak Maja ją ubiegła – Co się gapisz ?! Nie patrz się tak na mnie tymi swoimi wielkimi oczami ! Musiałaś tu przyleźć z takimi oczami, nie możesz mieć niebieskich, tylko akurat takie ?! –nieznajoma wpatrywała się w nią z coraz większym zdziwieniem-  Nie zwariowałam ! – wrzasnęła, chociaż w zasadzie słuchając samej siebie nie była tego do końca pewna. Może to wszystko ją przerosło, może postradała zmysły ? – Wcale nie zwariowałam, on też ma takie oczy – dodała ciszej, niemal bezgłośnie.
- Właściwie, to ty się przysiadłaś do mnie, ale to chyba nasz najmniejszy problem, co ? Posłuchaj, on kimkolwiek jest nie jest ciebie wart, on jest kretynem, beznadziejnym prostakiem. – dziewczyna objęła Maję ramieniem.
- Nieprawa. Znaczy prawda. Znaczy… - kolejna fala łez – ja nie chce żeby to była prawda. – blondynka wtuliła się w nieznajomą. – Poza tym jaki „nasz” ? Nie ma nas, jesteś ty i jestem ja. Ty masz swoje życie, a moje właśnie legło w gruzach… znowu. – zamyślił się na chwile, dopiero kobiecy głos wyrwał ja z rozmyślań. Z trudem uświadomiła sobie, że to jej własny głos - Myślisz, że do tego można się przyzwyczaić ? Że za każdym razem, kiedy myślisz, że będzie dobrze, że znalazłaś ludzi którym na tobie zależy okazuje się, że to nieprawda ?
- Nie i nikt nie zasługuje, żeby musiał się do tego przyzwyczajać, a na pewno nie ty. Chodź, odprowadzę cię do domu.
- Ja nie mam domu – Maja spojrzała w wielkie, ciemne oczy i wtedy to do niej dotarło, nie ma domu, nie ma rodziny, nie ma… nic.

- To nie moja wina ! Skąd mogłam wiedzieć ?! – Iker robił wszystko co mógł jednak wrzask Larissy wciąż docierał do jego uszu. „Iść czy nie iść ?” Nurtowało go to pytanie. Z jednej strony to nie jego sprawa, z drugiej miał już dość, niby Alvaro był dorosły, ale co jeśli nie da sobie z tym rady ? Chociaż… kogo on oszukiwał, Alvaro był pełnoletni, ale z dorosłością nie miał nic wspólnego sądząc po jego ostatnich zachowaniach. Mimo wszystko to jego przyjaciel, ale kto tak naprawdę ponosił winę w tej sytuacji ? Dlaczego zawsze się tak o nich martwił ?Dlaczego to właśnie on miał taki charakter, czemu nie mogło być mu to po prostu obojętne ?  Z każda chwilą zaczynał denerwować się na siebie coraz bardziej…
- Siedź na tyłku stary i nie mieszaj się – do pokoju wszedł Sergio. Jak to się stało, że Ramos zawsze wiedział o czym Casillas myślał ? To pozostanie chyba już zawsze zagadką dla kapitana królewskich. Głowa Ikera była przepełniona taką ilością pytań, że miał wrażanie, że zaraz eksploduje.
- Nie twoja ?! A czyja do cholery ?! Może moja ?! – Alvaro wrzeszczał na całe gardło.  Głos powoli zaczynał mu się łamać. Od wczoraj nie rozmawiał z nikim poza Isco. W zasadzie to z nim również nie rozmawiałby, gdyby nie został zmuszony. Isco po prostu bez owijania w bawełnę otworzył zamek drzwi pokoju przyjaciela nożem kuchennym i siedział w nim … w sumie do kolacji. Wieczorem przyszedł powiedzieć chłopakom, że ani on ani Morata nie są głodni i powędrował do siebie grobową miną. Od tamtej pory nie pojawił się. Prawdopodobnie sytuacja życiowa pacjentów kliniki zamkniętej jest bardzie przejrzysta…
- Trochę patola nie ? I pomyśleć że akurat na dzisiaj musiałem ściągnąć Irinę – Ronaldo usadowił na kanapie między Ramosem a Ikerem. – tak w sumie to…
- Trzeba było mnie nie zdradzać !! – Ponowny krzyk Larissy przerwał wypowiedź Crisa.
- Lecz się ! My nawet nie jesteśmy razem !
- Tak ?! Może powiesz to prasie ?! Po cholerę opowiadasz im jacy to jesteśmy ze sobą szczęśliwi co ?!
- Bo muszę ?!
- Nie przerywaj mi !! Co ona ma czego ja nie mam ?!
- Ją kocham !
- A mnie nie ?!– nagle Lerrise opanował smutek, przygwoździł ja, nie miała już siły. Zaskoczyła sama siebie tym, że oczy nie były jeszcze mokre od łez. Nie potrafiła pojąc co ten chłopak miał w sobie takiego, że znosiła te wszystkie upokorzenia tylko po ty by być przy nim choć chwile. Nie potrafiła pojąć za co tak bardzo go kochała.- Mnie nie możesz pokochać ?- zapytała już ciszej, jej serce wciąż przepełniała nadzieja.
- Nie. – Alvaro również zaczynał odczuwać zmęczenie, oboje tracili nad sobą panowanie.- Mam ci przeliterować, żebyś zrozumiała ?  -Patrzył jej prosto w oczy. Wymierzyła mu siarczysty policzek i ze łzami w oczach wybiegła z salonu.
W całym domu zapadła głucha cisza, tak jakby wszyscy z napięciem przysłuchiwali się ich kłótni i teraz nie wiedzieli jak mają się zachować. W przypadku Ikera, CR7 i Serio rzeczywiście tak to wyglądało, pozostała część albo wyszła nie mogąc już tego słuchać, albo grała w jakieś beznadziejne gry w pokoju Angela mając na uszach słuchawki, Alvaro stał zszokowany dotykając dłonią wciąż jeszcze piekącego policzka, a Isco po raz pierwszy dzisiaj wygramolił się z własnego pokoju i teraz stał w drzwiach salonu wpatrując się w  przyjaciela.
- Przegiąłeś ? – nie powiedział tego tonem oskarżycielskim, on w zasadzie nawet tego nie stwierdził.  Zadał pytanie. To był jego specyficzny sposób no to, by pokazać Moracie, że może na niego liczyć. Oczy Alvaro wypełniły się łzami.  Czasem po prostu każdemu zdarzy się nie wytrzymać.
-… no i wtedy wyszłam. Resztę już znasz. – Maja pochlipując opowiadała swoją historię. To zadziwiające, ale oczy Niny, bo tak miała na imię nieznajoma brunetka, która pomogła jej i pozwoliła przenocować u siebie w domu, były pełne łez. – Wyszłam zupełnie tak jak stałam, nie mam nawet bielizny, bo byliśmy przy basenie, więc jestem w stroju.
- No to pójdziemy po twoją bieliznę – na ustach brunetki zagościł wojowniczy uśmiech.
- Ja nie chcę tam iść. 
- JA ci pomogę.
Maja w ogóle nie mogła spać. Wierciła się na materacu, nie mogła znaleźć sobie miejsca. Księżyc oświetlał pokój delikatnym blaskiem. Przez jej głowę przewijało się tysiące myśli, miliony pytań bez odpowiedzi, ale jedno dawało o sobie znać głośniej niż pozostałe, brzmiało bardzo prosto „dlaczego ?”.  Kiedy udało jej się na chwile zasnąć dręczyły ją koszmary. Śnił jej się ojciec, później Alvaro ze swoją dziewczyną, później ojciec i Alvaro razem. Obudziła się zlana potem, bała się pogrążyć we śnie po raz kolejny.  Zaspana wyszła na balkon, usiadła pod ścianą i patrzyła w gwiazdy. Najgorsze było to, że wszystko jej go przypominało. Oczy Niny były takie jak jego oczy, księżyc taki sam jak tej nocy w ogrodzie i w oddali stadion, ten sam na którym pocałował ja po raz pierwszy. Pojedyncza łza spłynęła po jej policzku. Wspomnienia bolą… Ale ona lubiła wspominać, mimo wszystko. Nie była na niego zła, było jej tylko niesamowicie przykro, po raz kolejny…

Morata siedział z Isco w jego pokoju. Wiedział, że do Crisa przyjechała Irina i że Marcelo postanowił zorganizować imprezę w pobliskim pubie. Nie zamierzał na nią iść.
- Nie radziłbym. Pamiętaj, nigdy nie wchodź do jaskini lwa, nigdy –rzucił Cris, który obściskując się z Iriną  wędrował do swojej sypialni, w stronę Ikera stojącego  przed drzwiami pokoju w którym od wczoraj siedzieli Isco z Alvaro.
Mimo wspaniałomyślnych rad kolegi, Casillas zdecydował się zapukać. Bez odpowiedzi. Ponowił próbę – wciąż nic. W końcu nacisnął na klamkę. Zdziwił się gdy drzwi ustąpiły. „Trzeba było słuchać Rolando” – przemknęło mu przez myśl. Widok który mu się ukazał był naprawdę żałosny. I Alvaro i Isco byli totalnie pijani. Dookoła leżały puszki po piwach i butelki po wódce. W całym pokoju śmierdziało od dymu papierosowego.
- Świetna atmosfera, co chłopaki ? – rzucił sarkastycznie. Próbował zebrać myśli, to co zobaczył przerosło jego … oczekiwania. Widział, że może być źle, ale nie sądził, że aż tak.
- Ekstra – wybełkotał z wyraźnymi trudnościami Isco.
- To może posprzątamy ? Co wy na to ? – nie czekając na odpowiedź, zaczął zbierać puszki ze stołu. Specjalnie zabierał te, które nie były jeszcze opróżnione. Szło całkiem nieźle dopóki Morata nie postanowił mu pomóc. Jego próby chociażby podniesienia się były godne politowania, a kiedy już mu się udało wstać, nie dawał rady utrzymać równowagi. W takim stanie Iker  go jeszcze nie widział. Zastanawiam się, czy ktokolwiek go widział. Postanowił znaleźć kogoś do pomocy.
- Musimy znaleźć Larissę. – oznajmił zamaszyście otwierając drzwi pokoju Ramosa.
- Po co ? – Sergio stał w samych bokserkach na środku pokoju, zdarzył już się przyzwyczaić, że w nagłych sytuacjach koledzy zapominają o pukaniu.
- Albo Maję.  W sumie bardziej Maję.
- Co ci się zebrało teraz na poszukiwania ? Jest środek nocy, a ja jestem w samych gaciach.
- Przecież widzę, ale martwię się o nie, a po drugie martwię się o nich – wskazał ręka drzwi pokoju Isco.  Ramos  podniósł pytająco brew, a gdy nie uzyskał odpowiedzi sam postanowił zobaczyć co tak zmartwiło kapitana królewskich.
- No to jest jakiś argument – stwierdził z ponura miną gdy zajrzał do pomieszczenia, a jego oczom ukazał się ten sam żałosny obrazek który przed chwilą widział Iker, albo nawet jeszcze bardziej żałosny. Teraz Isco znajdujący się pozycji, którą ciężko scharakteryzować, ale prawdopodobnie zaliczała się do pozycji stojących mamrotał coś niezrozumiałego albo do siebie albo do Moraty, a ten z kolei w czymś w rodzaju pół-siadu przebywał na podłodze opierając się o łóżko. – Dość poważny argument…

                                                                           

Nina 
Nina jest osobą bardzo specyficzną i żywiołową. Najpierw robi, potem myśli.
A resztę jej cech poznacie w trakcie :)  
__________________________________________________________________________________

Tak jak obiecałam rozdział jest :) kolejny tez będzie... Mam nadzieję, że mnie rozumiecie. Każdy z nas ma swoje życie prawda ?
Dziękuję wszystkim, którzy tu są mimo wszystko :* 

niedziela, 13 kwietnia 2014

...

Nie wiedziałam, jak zatytułować ten post... ale mniejsza o to.
Widzę, ze to jesteście i komentujecie, i pytacie kiedy następny...  To bardzo miłe.
Ale ja mam strasznie słomiany zapał niestety. Jakoś nigdy nie mam czasu...
Mam teraz dużo nauki i dużo do zrobienia.
I zmieniło się też moje podejście do pewnych spraw, zmieniły się priorytety.
Wiem, ciągle obiecują poprawię i nigdy się nie poprawiam.
Rozdziały będą się pojawiać, tak jak się pojawiają bo nie wyrabiam no.
Nie zostało ich już wiele...
Teraz będę mieć więcej wolnego. Znaczy teoretycznie, ale mój konkurs z historii to nie wasza sprawa, dlatego rozdział się pojawi. Może nawet dwa ? One są, są napisane. Także spokojnie, nie zawiesiłam bloga i nie zrobię tego.
I dziękuję, ze jesteście mimo wszystko :)

niedziela, 16 lutego 2014

Rozdział 8.

Rano obudziła się w jego ramionach. Czuła się wtedy tak bezpiecznie, wiedziała że nic jej nie grozi. Wpatrywała się w jego uśpione oblicze, długie rzęsy okalające zamknięte oczy, pełne usta, ciemne włosy… Tak bardzo go kochała, ale jej szczęście wciąż mąciły wspomnienia, pewnego rodzaju strach.  On obudził się  kilka chwil po niej.
- Dzień dobry – pocałował ją czuje w czubek nosa – jak się dzisiaj czuje najpiękniejsza dziewczyna świata ?
- Lepiej być nie może. – uśmiechnęła się do niego.
- Co powiedziałabyś na… śniadanie do łóżka ? – uniósł pytająco brew posyłając jej przy tym swój cudowny uśmiech. Uwielbiała gdy to robił.
- Ciekawa propozycja, ale wiesz co mam lepszą. – wpatrywał się w nią pytająco -  Ronaldo nam zrobi ! – wykrzyknęła radośnie.
- Prędzej mi tu kaktus wyrośnie – wskazał na swoją dłoń – niż on cokolwiek dla nas zrobi.
- Okej, wiec mam jeszcze jedną. Najpierw wspólnie zrobimy śniadanie, a potem je razem zjemy. Co sadzisz ? Zresztą nieważne co sądzisz i tak będzie po mojemu. – spoglądał na nią z uśmiecham nie ruszając się z miejsca. – no choodź, bo się wrośniesz w to łóżko – pociągnęła go za sobą do kuchni.
Stała przy blacie krojąc ogórki podczas gdy on smażył jajecznice. Byli sami, zdawało się, że wszyscy pozostali wciąż jeszcze śpią. Podszedł do niej po ciuchu i odwracając w swoją stronę szybko złączył ich usta w pocałunku.
- Przypalisz jajka – narzekała nie odsuwając się jednak.
-  To byłaby wielka strata – stwierdził, przyciągając ją do siebie jeszcze mocniej.
- Zaraz puszcze pawia, to dopiero będzie strata. – do rozmowy włączył się niespodziewanie trzeci głos.
- Czy ty zawsze musisz pojawiać się jak taka wredna pchła i psuć wszystkie miłe chwile ? – zapytał Alvaro nawet nie odwracając się do swego rozmówcy. Wciąż trzymał w ramionach Maję. 
- Jak ja jestem pchła to ty jesteś… co jest grosze od pchły ? - chwile zastanawiał się Ronaldo i już miał coś powiedzieć kiedy ubiegł go Morata.
- Gorsze od pchły ? To proste. W zasadzie to ty jesteś gorszy. A teraz czy możesz się odstosunkować stąd ?
- Przypominam ci, że to też moja kuchnia i chciałbym sobie zrobić kolację.
- Chodziło ci o śniadanie ? – Maja ze śmiechem włączyła się do rozmowy.
- Może. W każdym razie chyba jajka wam się fajczą.
Na te słowa Alvaro momentalnie odskoczył od dziewczyny próbując ratować jajecznice. Niestety na próżno. Całe ich śniadanie nadało się tylko do tego aby je zalać wodą po to by nie wznieciło pożaru.
- Maju kochanie, co powiesz na to żebyśmy zjedli kanapki ? – spytał zrezygnowany chłopak próbując zeskrobać resztę jajecznicy ze spodu patelni.
- Może zjecie ze mną ? Zawsze mogę zrobić więcej – odezwał się Ronaldo wyciągając z lodówki rozmaite warzywa.
- Alvaro kochanie, jak się miewa twój kaktus – dziewczyna popatrzał na Alvaro z rozbawieniem
- To ja zrobię herbatę – stwierdził chłopak puszczając mimo uszu uwagi dziewczyny.
- Jesteście chorzy. Oboje – skwitował całą sytuację CR7
Wspólnie zjedli śniadanie przygotowane w większości przez Cristiano i udało im się nawet przy tym nie pokłócić. Niedługo później wstał Marcelo, Iker, a następnie reszta chłopaków. Alvaro, Maja i Cris mieli tą przewagę, że pierwsi zajęli swoje ulubione łazienki. Właściwie to chłopaki, bo Maja miała swoją osobistą w pokoju. Dzień mijał im spokojnie, wszyscy świetnie się bawili. Okazało się, że dzisiaj mają wolne i tak pozostanie jeszcze przez dłuższy czas ponieważ trener zachorował na anginę i nie ma czasu, siły, ani ochoty załatwiać nikogo na zastępstwo, a poza tym uznał że powinni odpocząć skoro nie mają teraz żadnego ważnego meczu. Wszyscy razem siedzieli razem przy basenie, Marcelo, Ronaldo, Angel, Xabi, Iker i Pepe  siedzieli w wodzie, Fabio i reszta okupowała jacuzzi, Alvaro i Maja wspólnie zajmowali leżak. Nagle usłyszeli zza doku kobiecy głos.
- Spodziewaliście się kogoś ? – zagadnął Marcelo wyskakując z basenu.
- Co ? – Maja dopiero teraz przerwała swoją rozmowę z Alvaro.
- Ahh ci zakochani – Marcelo popatrzył na nią z rozbawieniem – ktoś przyszedł. Pójdę sprawdzić kto- Brazylijczyk już ruszył przed siebie, jednak zatrzymał go Morata
- Poczekaj, ja pójdę – chłopak wstał z fotela i szybkim krokiem skierował się w storę ulicy.
Nie zdążył jednak nawet zniknąć za rogiem kiedy wpadła na niego rozpędzona szatynka. Była wysoka ubrana dodatkowo w buty na obcasie i krótkie spodenki, miała niebieskie oczy i szeroki uśmiech, jednak w jej wyrazie twarzy było coś co powodowało, że nie wywoływało dobrego pierwszego wrażania.
- Misiaaczku – rzuciła się na szyję osłupiałego chłopaka – tak za tobą tęskniłam. O i zobacz co sobie kupiłam – podniosła do góry śliczną, czarną torebkę, jednak Morata nie zwracał na to większej uwagi. Jego smutny wzrok skupił się na Mai siedzącej na fotelu.
- Sama jesteś czy z bandą dziennikarzy i innych hien ? – zapytał w końcu na nią spoglądając.
- Jakich hien ? Pewnie, że sama, chciałam się przywitać z moim Pączusiem. – pocałowała go w policzek jednak on momentalnie się odsunął.
- Więc złaź ze mnie i nie odstawiaj szopki. – odwrócił się w stronę oniemiałej blondynki. – Maja, chyba powinniśmy porozmawiać. - Podszedł do jakby sparaliżowanej dziewczyny. Wciąż siedziała na fotelu w takiej samej pozycji w jakiej ją zostawił jednak teraz w jej oczach błyszczały łzy.
- Tak, bo my się jeszcze nie znamy. – uśmiechnęła się do szatynki. Wzięła głęboki oddech, starała się odpędzić łzy, które mimowolnie napływały jej do oczu- To twoja siostra ? Nie mówiłeś, że masz rodzeństwo. – Maja wstała z fotela stając naprzeciw niego.
- Bo nie mam siostry – patrzył na nią smutnym wzrokiem – Słuchaj to jest… - Przerwała mu.
- Kuzynka ! – bardzo starała się nie rozpłakać. Wciąż patrzył na nią tym samym wzrokiem – przyjaciółka ? ciocia może ? Już wiem, sąsiadka ! – po jej policzkach mimo usilnych starań zaczęły płynąć łzy kiedy wciąż przecząco kręcił głową. - Więc kim ? Kim ona do cholery jest ?! – teraz już traciła nad sobą panowanie.
- Maja, posłuchaj…
- Ja słucham, ja cały czas słucham, ale ty nic nie mówisz ! Cały czas tylko Maja i Maja, ja wiem jak mam na imię, nie musisz mi tego mówić, powiedz raczej jak ona ma – wskazała drżącą z nerw ręką  stronę szatynki. Ostatnio tak się czuła w czasie rozmowy z ojcem.
- Majka, ty właśnie nie słuchasz. Uspokój się, może chcesz usiąść? – Isco złapał ją za rękę, jednak zaraz się wyrwała.
- To nie jest twoja sprawa, nie wtrącaj się w to. Mamusia nie nauczyła, że w nieswoje sprawy się nie wtrąca ?!
- Uspokój się ! – Alvaro również zaczynał tracić panowanie nad całą sytuacją. W zasadzie już dawno jest stracił. –Nie tylko ty jesteś zdenerwowana okej ? On nic złego nie zrobił ! Chciał tylko pomóc.
- Dobrze, jestem spokojna, widzisz ? – Majka starła się opanować ton głosu – wiec - zdobyła się nawet na uśmiech, jednak wyglądał on bardziej jak grymas -  kim jest ta dziewczyna ?
- To jest Larissa.  I ona jest… tak jakby – chłopak nie wiedział jak ma jej powiedzieć kim jest Larissa. – Bo to wszystko nie tak.
- Alvaro, krótka piłka do cholery ! Larissa jest twoją … ? Wystarczy jedno słowo.  Po prostu je powiedz, każdy z nas i tak już wie jak będzie brzmiało. – teraz nie była już zdenerwowana, ogarniał ją tylko potworny smutek, ból który był niedopisania i mimo wszystko święcący gdzieś jej w sercu, przedzierający się przez te ściany rezygnacji mały promyczek nadziei. Przecież on taki nie jest, on nie mógłby jej tego zrobić, on…
- Dziewczyną – wykrztusił w końcu z siebie głosem tak cichym, że prawie niedosłyszalnym.
- Kim ? – przerwał jej rozmyślania.  Powiedział to patrząc jej prosto w twarz, a mimo to miała wciąż nadzieje, że się przesłyszała. Nie potrafiła w to uwierzyć.
- Dziewczyną Maja. Larissa jest moją dziewczyną – patrzył jej w oczy.  Niektórzy ludzie w takich sytuacjach unikają wzroku tej drugiej osoby, on nie. On miał nadzieje, że może ona zobaczy w jego spojrzeniu to, co on czuje w środku, jakie jest to wszystko trudne też dla niego.
-Wiec, wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia, albo w sumie na starej ? W każdym razie, nie przejmuj się mną, dam sobie rade, zresztą jak zawsze, po prostu zapomnij. Nie będę wam dłużej przeszkadzać. – łzy płynęły po jej policzkach, jednak głosy był spokojny, zbyt spokojny, wręcz irytująco spokojny. Denerwował ją ten spokój, denerwowało ją wszystko tylko nie Alvaro. Mimo tego jak bardzo chciała być na niego wściekła – nie potrafiła.
- Nie chce o tobie zapomnieć, słyszysz ? Zaufaj mi proszę, nie odchodź. Maja, proszę cię, to nie jest wszystko tak jak wygląda. Wyjaśnię ci to, tylko zostań.
- Nie chce od Ciebie nic, ani wyjaśnień, ani domu, ani nic. Po prostu daj mi spokój, pozwól mi się spakować i odejść. I puść moją rękę. – wysyczała przez zaciśnięte zęby.
- Nie. Nie pozwolę Ci rozumiesz ? Majka, błagam cię zostań pozwól i mi powiedzieć. Obiecuję Ci, że wszystko naprawie
- Daj mi spokój Alvaro. Po prostu się daj mi spokój. – wyrwała rękę z jego uścisku i biegiem ruszyła w stronę wyjścia. Chciał za nią biec jednak nie zrobił tego, po prostu stal w miejscu i patrzył jak się oddala…


                                            Larissa Garrido
Pojawiała  nam się nowa bohaterka, ale myślę, ze nie będę jej opisywać, no bo to będzie zawarte w treści opowiadania :)
___________________________________________________________________________________
Mam do was jeszcze takie pytanie, mianowicie czy lubicie główną bohaterkę, czy też nie ? Mam na myśli Maję oczywiście.
Mam też nadzieję, ze rozdział się podobał :) Miłego dnia kochani ;*

sobota, 15 lutego 2014

DZIĘKUJĘ !

Wiem, że tego nie przeczytasz, nie zobaczysz, nigdy się o tym nie dowiesz, ale to nie jest dla mnie teraz ważne. Dziękuję Ci za te piękne chwile, za łzy wzruszenia, za niepewność, za niepojętą radość. Kamil, dziękuję Ci Mistrzu !

Dzisiaj miał pojawić się rozdział, ale się nie pojawi. To nie jest blog o skokach, ale musiałam dodać ten post. Kamil Stoch jest moim idolem i nie dlatego, że zdobył to złoto, nie. Oglądam skoki od zawsze, kocham je i kocham jego. Dla mnie byłby mistrzem nawet bez tego złota, bez tego pierwszego też. Tak Kamil, Polska ma najlepsze siły powietrzne. Ci z was którzy się interesują, wiedzą o czym mówię ;) Wspaniały człowiek, sportowiec, Polak....
"Musisz sto razy przegrać, by raz wygrać"
___________________________________________________________________________________Tutaj też, bo nie będzie pewnie więcej okazji chciałabym wspomnieć o Noriakim Kasaim i Thomasie Morgensternie. I znowu ci co się interesują to wiedzą. Pan Noriaki - gigant, a Morgi po protu człowiek ze stali. Nic tylko podziwiać.
___________________________________________________________________________________
I tutaj też chciałabym podziękować Wam, że tu jesteście, czytacie, wspieracie mnie.
JEDNO WIELKIE DZIĘKUJE !

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Rozdział 7.

Do domu wracali w ciszy. Żadne z nich od tamtego zdarzenia nie wypowiedziało ani jednego składnego zdania. Najpierw wynikało to z natłoku emocji później po prostu nie było okazji by mówić. Żadne z nich nie potrafiło zacząć rozmowy. W końcu ciszę przerwał Alvaro.
-Maja.
- Tak. – odpowiedź pojawiła się natychmiast. Dziewczyna doskonale wiedziała co miał na myśli.  
- Ale…
- Okej.
- Porywająca rozmowa.
- Niezwykle.
- Nadal jesteś piękna. – uśmiechną się do niej.
- Czyli nie zapominamy o tym ?
- A powinniśmy ?
- Chyba nie.
- Więc nie. – Ich twarze ponownie zbliżyły się do siebie, tym razem to ona przejęła inicjatywę. Po raz kolejny ich usta złączyły się w pocałunku.
– Nie powinniśmy tego robić. – wyszeptała nagle nie odsuwając się od niego.
- Nie powinniśmy – przyznał jej racje kontynuując jednak te wspaniałą chwilę.
Szli wspólnie przez puste ulice Madrytu, deszcz odgrywał piękną symfonię bębniąc o asfalt i kostkę na chodnikach.

- Hej wszystkim ! – krzyknęła Maja gdy tylko weszła do domu. Oboje byli przemoczeni, brudni i najszczęśliwsi na świecie. Żadne z nich nie zwracało teraz większej uwagi na wygląd, ani na czystą podłogę w korytarzu.
- I jak złamałaś stereotyp ? – odryknął Cris z salonu.
- I to nie jeden ! – Maja wskoczyła na kanapę ciągnąc za sobą Alvaro którego wciąż trzymała za rękę. –  co powiesz na złamanie kolejnego ? Kobieta jest w stanie pokonać Cristiano Ronaldo w fifę !
- Jesteś pewna, że tego chcesz ? Nie ma litość piękna. – uśmiechnął się do niej czarująco.  – poza tym jesteś mokra ! Wypad się przebrać.
- Jakoś to zniesiesz – przylepiła się do niego ociekając wodą. Starał się za wszelką cenę nie dopuścić do kontaktu dziewczyny  z jego ulubioną koszulą, niestety na marne.  –Ooo i masz racje Cris, zero litość !
- Co robicie ? – do pokoju wpadł Ramos.
- Gramy w fife. Maja jest zbyt pewna siebie i trzeba to zmienić.
- Ekstra ! Co powici na pary ? – Sergio wgramolił się na kanapę koło Moraty.
- Psujesz mi strategię Ramosku mój kochany. Zamierzałem ją rozwalić samodzielnie.
- Dajcie spokój, w parach będzie fajniej. Jestem z Alvaro ! – Maja uniosła ich złączone dłonie w góry.
Po długich dyskusjach, wybieraniu składów, drużyn, par oraz dodawania własnych zasad jak np. to, że nikt nie ma prawa grać Realem w końcu zaczęli. Mecz był bardzo wyrównany. Oprócz walki na boisku odegrał się również prawdziwa wojna przed telewizorem na którym grali.
- Puszczaj mnie bo ci tak sfauluje Piszczka, że mnie popamiętasz ! – Wrzeszczał Ronaldo do Mai trzymającej go mocno za rękę, tak aby nie mógł kierować zawodnikami.
- Spróbuj tylko tknąć mojego Piszczka, a obiecuje ci tu i teraz, że twój Aguero więcej się nie ruszy ! – wysyczała dziewczyny prosto do jego ucha.
- Ramos złaź ze mnie bo ty też się więcej nie ruszysz ! – krzyczał Alvaro, któremu Ramos postanowił wejść na plecy i zasłonić oczy w ramach pomszczenia Cristiano.  
- Niech twoja dziewczyna raczy nie faulować mi współgracza.
Po długich zmaganiach pierwsza połowa zakończyła się zwycięstwem duetu mieszanego.
- Idziemy się naradzić i dobrze wam radze niczego nie przestawiać ! – Ronaldo wstał i ruszył w stronę holu – Sergio, wychodzimy.-CR7 był wyraźnie wzburzony faktem iż przegrywa mecz z dziewczyną i nie zamierzał tak tego zostawać.
Naradzali się ponad 6 minut. Ostatecznie dało to pożądany efekt. Pierwszy mecz zakończył się remisem. Pozostałe kilkanaście miały najróżniejsze wyniki.
-Przegrałeś ! – wypaliła Maja po całej serii spotkań, rewanżów i treningów.
- Ty przegrałaś ! Pogódź się z tym, nikt nie pokona wielkiego Ronaldo !
- Oczywiście że przegrałeś ! Jesteś cienias, a wielkie to masz tylko ego.
- Oczywiście, że nie ! W głowie ci się poprzewracało kobieto ! Co ty miałaś z matematyki ? Bo albo masz błędne obliczenia, albo słabego informatora Słońce. 
- O jestem lepsza z matematyki niż ty !
-Chcesz sprawdzić ? – spytał wyzywająco.  
- No dawaj ! 5 do potęgi 8 razy 13 dodać pierwiastek z 56. – dziewczyna oparła się o ścianę krzyżując ręce.
- Ludzie co jest z wami nie tak ? wiecie która jest godzina może ? na zegarku się nie znacie ? Przecież… -do pokoju wszedł zaspany Casillas mamrocząc pod nosem. Włosy sterczały mu na wszystkie strony, a oczy były mocno podkrążone.
-Na pewno znam się lepiej niż ty ! - odpowiedzieli chórem nawet nie myśląc o tym by dać skończyć Ikerowi.
-Hej może sprawdzimy kto dłużej śpi ? Do łóżek już ! – Kapitan królewskich nie zamierzał tak łatwo dać się pokonać.
Alvaro, który do tej pory skulony spał na kanapie teraz gwałtownie się obudź kopiąc przy tym Ramosa śpiącego obok. Krzyki Ronaldo i Mai nie przeszkadzały mu, gdyż był przyzwyczajony, ale pojawienie się wrzasku Ikera brutalnie wyrwało go z pięknej krainy Morfeusza.
- Coś nie tak z tobą ?! – krzyknął z wyrzutem zdezorientowany Sergio trzymając się za głowę – zabieraj te syry człowieku !
- No przecież nie chciałem tak ?!  Weź pomyśl czasem. Trzeba było nie usypiać mi pod nogami to by nie było problemu ! – Alvaro starał się bronić, jednak nie do końca odnajdywał siew zaistniałej sytuacji.
DOSYĆ ! SPAĆ WSZYSCY, NATYCHMIAST ! – Iker wydobył z siebie głos jakiego jeszcze nigdy wcześniej nie słyszeli. Poparzyli na niego ze zdziwieniem i już mieli wychodzić z pokoju kiedy przerwał im Marcelo biegnący w ich stronę tak szybko, że aż potknął się o leżący na środku podłogi dywanik i z impetem wywrócił się lądując tuż pod nogami Ikera. Ronaldo natychmiast wybuchnął śmiechem. Maja również nie pozostawiła wpadki Brazylijczyka bez odzewu.
- Iker co z Toba, własnego życia nie masz ? Spójrz na zegarek ! – patrzył na kolegę z wyrzutem – przez ciebie się poobijałem.
- WSZYSCY NATYCHMIAST ! – kontynuował Iker nie zwracając większej uwagi na Marcelo.
- Okej tatku, tylko nie krzycz – Alvaro minął go pośpiesznie i ziewając udał się w stronę łazienki. Oczy wciąż miał zaspane. Maja wbiła w chłopaka wzrok. To jest dopiero nieład artystyczny pomyślała uśmiechając się.
- Dom wariatów, nie wytrzymam, wyprowadzam się  słyszycie, wyprowadzam się ! – Iker zamaszyście gestykulując, kręcąc głową na wszystkie strony wyszedł z pokoju mamrocząc coś jeszcze pod nosem o tym że w zoo jest spokojniej.
Reszta wieczoru, a właściwie nocy bo było już po 1 :00 minęła raczej spokojnie. Oczywiście Cristiano i Mai zajęło jeszcze chwilę przystosowanie się do reszty lokatorów, a później przygotowanie do spania, ale nie było to już tak zauważalne jak wcześniej.
Alvaro długo nie mógł zasnąć . W jego głowie wciąż brzmiał głos Mai nie powinniśmy tego robić. Nie powinni, zdecydowanie nie. Właściwie nie wiedział czemu się na to zdecydował. Zdawał sobie sprawę z tego ze Larissa wróci jutro, że Maja będzie musiał się dowiedzieć. Była dla niego taka ważna, wiec dlaczego robił wszystko co może ją zranić ?
- Jesteś kretynem Alvaro – złości się sam na siebie. – Kretynem. – schował głowę pod poduszkę.
Jest wybór kariera i Larissa, albo szczęście i Maja. Gdyby to było taki proste. Obiecał przecież. Ale z drugiej strony lepiej zawieść kogokolwiek innego tylko nie ją. Nie miał pojęcia co ma zrobić, ale wiedział, że będzie się to musiało stać jutro.
Za ścianą Maja borykał się z podobnymi problemami. Gdy tylko zgasiła łapkę wróciły wszystkie wspominania. Najpierw stadion, Alvaro, ich pocałunek i to szczęście jakie w niej buzowało, a za chwilę ojciec, Artur, ostatni raz kiedy ich widziała, to co sobie wtedy obiecała. Przyrzekła wtedy, że się schowa, że nie przyczyni się do niczyjej krzywdy. Czy spełnienie obietnicy jaką dala sama sobie jest możliwa teraz kiedy znowu ktoś jest dla niej ważny ? Gdy po leniwie ciągnących się godzinach udało jej się zasnąć dręczyły ją koszmary.
Szła ulicą zdenerwowana. Alvaro nie odzywał się długo, za długo jak na niego. Do głowy przychodziły jej najróżniejsze myśli. Nagle w jej kieszeni rozdzwonił się telefon. Nie znała numerku który się wyświetlił.
- Dzień dobry siostrzyczko – usłyszała po naciśnięciu zielone słuchawki.
- To ty ? Czego chcesz ?!
- Ja od Ciebie ? Niczego. Ale myślę, że ty chciałbyś coś odebrać od nas. Szkoda by było gdyby pewien młody piłkarski talent zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach nie sądzisz? Z tego co słyszałem to mieliście niezłe relacje prawda ? – głos w słuchawce był szorstki, okrutny, ironiczny. Dziewczynę przeszły ciarki.
- Dajcie mu spokój !
- Ależ oczywiście. On nie jest nam potrzebny, ale ty tak… Idź gdzie ci mówię, a zobaczysz swojego kochasia całego i zdrowego. No może nie całkiem zdrowego, ale mimo wszystko całego. – szła szybko zgodnie z instrukcjami. – Jesteś na miejscu – zza budynku wyłonił się wysoki brunet.
- Gdzie on jest ?! Gdzie jest Alvaro ?!
- O tutaj ! – Jej oczom ukazał się drugi mężczyzna trzymający zakrwawionego Morate. – Widzisz córciu jak ja się poświęcam, własnoręcznie go tu przytargałem. Tylko jest jeden problem, on nie jest mi już potrzebny, a niepotrzebnych świadków się eliminuje. – mówiąc to momentalnie przystawił lufę pistoletu do skroni chłopaka i bez żadnych emocji nacisnął na spust. Bezwładne ciało upadło pod nogi dziewczyny. Jej głośny krzyk przeszył powietrze.
- Maja ! Majka słyszysz mnie ?!  Maja !
- Alvaro ! – dziewczyna wciąż jeszcze w połowie była pogrążona we śnie, łzy płynęła z jej zamkniętych oczu. – Alvaro ? – W jej oczach był wręcz paniczny strach, oddech był zdecydowanie szybszy niż powinien. Stał nad nią ze strachem w oczach, jednak ona wciąż nie była w stanie rozgraniczyć snu i rzeczywistości  – O Boże, Alvaro. – wtuliła się mocno w chłopaka kiedy już do końca się wzbudziła. Nie potrafiła zapanować nad płaczem, ani nad biciem serca, nad niczym nie potrafiła zapanować.
- Hej, cicho. Wszystko jest dobrze… Maja, wszystko okej – głaska ją po włosach, robił co mógł żeby ja uspokoić. – Wszystko będzie dobrze, obiecuję Ci… Razem damy rade, tylko musisz mi zaufać okej ? Żeby nie wiem co, musisz mi ufać. Kocham Cię. – Trzymał ją mocno w ramionach, chciałby aby tak było już zawsze, ale wiedział, że nie będzie. Wiedział, że ona nie ma pojęcia o czym mówi, jednak on potrzebował tej obietnicy, była mu potrzebna chociażby do przetrwania kolejnego dnia, kolejnej godziny która zbliżała ich do tego co miało nadejść.
- Ufam Ci, zawsze będę, tylko mnie nie zostawiaj, proszę bądź ze mną nawet jeśli to będzie trudne. Nie zostawiaj mnie… - Tylko tego się bała. Po wszystkim co przeszła, bała się tylko tego ze znowu zostanie sama…  
______________________________________________________________________________
No więc wyszło to straaasznie długie i na dodatek w zasadzie o niczym. No ale trudno, taka wena xD Postaram się to nadrobić przy następnym rozdziale, który pojawi się wcześniej niż za miesiąc :D Bo to jest moje postanowienie noworoczne ( tak wiem ze jest koniec stycznia), że będe dodawać rozdziały częściej :D 
No wiec dziękuję, że dotrwaliście do tego momentu :D Jeśli czytacie to komentujecie, bo to naprawdę motywuje ! 

wtorek, 24 grudnia 2013

Rozdział 6.

- Dzień dobry – usłyszała znajomy głos, który tak kochała, który ją uspokajał.
- Hej. Amm… ja nie pamiętam jak… -zamyśliła się na chwilkę. - o której wróciliśmy z ogrodu ?
- Jakąś godzinkę temu.- Kiedy patrzył w jej oczy humor od razu mu się poprawiał. Zauważył zdziwienie malujące się na jej pięknej twarzy- Zasnęliśmy. Przyniosłem cię tutaj kiedy się obudziłem. Spałaś jak kamień.- nagle uśmiech zniknął z jego twarzy. – Pewnie rozmawiałaś już z Jose. Spakowana ?
- Tak. Będziemy razem mieszkać, ale… wszystko okej ? Bo wiesz, jeśli ci to przeszkadza, to ja znajdę dla siebie coś innego, nie ma problemu…
- Co ? Nie no coś ty. Strasznie się cieszę, naprawdę. – wiedział, że z jego miny można było wyczytać coś innego, ale nic nie mógł na to poradzić. – Maja… bo wtedy w szatni, Mou nie zachowywał się jakby cię znał.
Maja nagle posmutniała. Avaro przez chwile wydawało się, że w jej oczach  błyszczą łzy, ale ona zaraz je odpędziła. Wzięła głęboki oddech i zaczęła opowiadać :
- Moja mama i Mou przyjaźnili się zanim ona… zanim umarła. On wtedy w szatni zwyczajnie mnie nie poznał. Dopiero w drodze powrotnej zrozumiał kim jestem.- urwała na chwile, jednak za raz kontynuowała- Alvaro ja nie mam nikogo rozumiesz ? Tylko dlatego przyjęłam jego pomoc. – błagała w myślach, by zrozumiał- To tylko chwilowe, dopóki czegoś nie znajdę.
- A twój tata ?
- Ja nie mam ojca. – dziewczyna powiedziała to takim tonem, ze zdecydowaniem jakby mówiła „ nie mieszaj się, koniec rozmowy”. Alvaro zrozumiał i nie zamierzał kontynuować.
- jesteś głodna ? – spytał dla rozładowania atmosfery.

Droga powrotna minęła im szybko, przyjemnie, w prywatnym odrzutowcu. Alvaro i Maja rozmawiali ze sobą przez cały czas.  Oboje z przerażeniem zaczęli rozumieć, że to co ich łączy to coś więcej niż zwykła znajomość. Oboje wiedzieli też, że to nie powinno się dziać, że to wręcz nie ma prawa się dziać.  Ona obiecała sobie, że już nigdy nikogo nie pokocha, nigdy nikt nie będzie dla niej ważny, nikt jej nie skrzywdzi i ona nie skrzywdzi już nikogo. On chciał dla niej jak najlepiej i wiedział, że z nim nie będzie szczęśliwa, że nie może z nią być. Po prostu nie i najgorsze było to, że nic nie mógł z tym zrobić.
podczas rozmowy z nią zaczął w końcu zauważać, że nie jest wcale taka szczęśliwa i beztroska jak na początku uważał, i ona zaczęła zauważać to samo w nim.
Okazywało się, że to co się miedzy nimi rodzi jest bardziej skomplikowane i zakazane niż ktokolwiek myśli.

Kiedy Maja zobaczyła nowy dom zaparło jej dech w piersiach. Nigdy nie myślała, że będzie mieć basen, wieki ogród z fontanną, saunę czy salę dyskotekową. Wszystko było piękne, wspaniałe, ale to właśnie nowy pokój wywołała największy uśmiech na jej twarzy. 
Ściany były koloru mięty, wszystkie prócz jednej której barwa wpadała w odcień fioletu. To właśnie pod nią wisiała mała, drewniana … huśtawka, a obok niej stał piękny, biały fortepian. W pokoju był taras, niewielki ale za to piękny z mini ogrodem. Przy nim, za mocno fioletowymi zasłonami znajdowała się mała czytelnia z siedliskiem na parapecie. Biurko, obrotowy fotel i niewielka szafka na „pierdoły” znajdowały się pod wysokim, piętrowym łóżkiem. W pokoju byt też piękny obraz  wodospadem na pierwszym planie i górami w tle oraz… drzwi. Dziewczyna z zaciekawienie nacisnęła na klamkę. Okazało się, że jest to po prostu jej prywatna łazienka z wielką wanną, prysznicem oraz przebieralnią. Za jej zasłonami znajdowała się ogromna szafa z lustrem oraz półka na buty.
- I jak, podoba Ci się ? – do pokoju wszedł nie kto inny jak Alvaro.
- Jest piękny. Skąd wiedzieliście, że potrafię grać ? – wskazała wzrokiem stojący nieopodal fortepian.
- Nie wiedzieliśmy. To znaczy, no stwierdziliśmy, że nawet jeśli nie umiesz to ci się spodoba.
- Jest cudowny.
- Wiesz tak sobie pomyślałem, że może chciałbyś zobaczyć stadion skoro już tutaj jesteśmy ? – spytał niepewnie. Znał ją dość długo, wspaniale się im rozmawiało, a jednak cały czas był niepewny, nieśmiały.
- Santiago Bernabeu ? – w jej glosie słychać było niedowierzanie, ale  oczach znowu błyszczały te iskierki ekscytacji.
- A znasz jakiś inny w tej okolicy ? – spytał ze śmiechem widząc reakcję… przyjaciółki ? Nie był pewien czy może ją tak nazywać, czy ona by tego chciał, on w każdym razie czół, że może jej powiedzieć absolutnie wszystko, to znaczy prawie wszystko…
- Daj mi 10 minut. – odpowiedź była krótka, ale wystarczyła by uszczęśliwić ich oboje. Po kilku minutach Maja w błękitnym dresie, bokserce, korkach i włosach związanych w niechlujnego koka stała przed drzwiami. Stała tam prze moment zupełnie sama. Miną ją tylko pospiesznie Ronaldo nawet nie patrząc w stronę drzwi. Po chwili wrócił jednak patrząc na nią szeroko otwartymi oczami zapytał lekką kpiną.
-A ty co weszłaś w okres buntowniczy ?
- Oo uroczy jesteś – uśmiechnęła się do niego słodko, ale po chwili jej wyraz twarzy zmienił się diametralnie – Nie. Idę na Bernabeu łamać stereotypy.
- Co idziesz robić ? 
- Grac Cristiano, idę grać, naprawdę tak trudno się domyślić ? – CR już otwierał usta żeby jej coś odpowiedzieć jednak ubiegł go Alvaro.
- 5 minut, tylko coś załatwię i idziemy. – rzucił mijając ich i szybkim korkiem skierował się do pokoju Casilasa. – gdzie ona jest ?- wparował do pokoju kolegi zapominając o pukaniu.
- Kto ? Maja ? no myślałem, że …
- Nie maja. – natychmiast przerwał mu chłopak – Larissa.  Miała tu być. Gdzie ona jest i co kombinuje ?
- Ohh Larissa, w Mediolanie – odpowiedział Iker jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.
- W Mediolanie ? Po jakiego grzyba ? Przecież wiedziała że wracamy.
- Widocznie pokaz mody jest ważniejszy niż my. Przykro mi – zrobił „ smutne oczy” – Lepiej idź, bo z tego co wiem jutro wraca. Rozmawiałeś już z …
- Nie. Spontan. Spotnan jest najlepszy. – Iker, któremu po raz kolejny przerwano uniósł pytająco brew.
-Jesteś pewien, że to dobry pomysł ?
-nie stary. To beznadziejny pomysł, ale cholera nie mam innego. Lecę z Mają na Bernabeu wrócimy… no potem.

Jeśli willa, mecz, poznanie Alvaro i chłopaków, przeszłość dziewczyny i Madryt były wyjątkowe to ten stadion był nieprawdopodobny, wręcz niemożliwy, magiczny, taki… inny.
- Jest… on jest… Boże on jest taki…
- Duży ? – podpowiedział chłopak z wyraźnym rozbawieniem,
- Wielki, ogromny, piękny. Najpiękniejszy. – w tym momencie dziewczyna zrobiła cos czego on by się w życiu nie spodziewał. Zabrała mu piłkę z ręki i pobiegała z nią w stronę bramki z szybkością wręcz nieprawdopodobną. – Grasz, czy przeszedłeś tu postać ? – spłata zatrzymując się na chwilę z uśmiechem.
Grali długo, a mimo to wcale nie czuli się zmęczeni. Maja okazała się niezwykle trudnym przeciwnikiem. Z pogodnego dotychczas nieba zaczęły kapać krople deszczu.
- To był faul. – Alvaro siedział umorusany w ziemi, ubranie mokre od deszczu kleiło się do jego ciała.
- Ty jesteś faul. Jeśli ktoś tu kogoś przewrócił to ty mnie.  – dziewczyna wytknęła mu język.
- Będziesz się kłócić ? – spytał unosząc lekko brew.
- Ja ? Ależ nie. Nie będę się kłócić bo to ja mam rację.
-Chyba jak se narysujesz.
- Na pewno rysuje lepiej niż ty, i jak widać gram również lepiej.
- O nie tak nie będzie. Przesadziłaś teraz. – zbliżył się to niej, złapał w talii i zaczął bezlitośnie łaskotać.
- Nie ! Przestań, przestań ostrzegam cię ! – Maja próbowała się bronić na wszystkie możliwe sposoby, niestety bezskutecznie. – Alvaro daje ci ostatnią szanse! No i dobra sam tego chciałeś. – Dziewczyna wykonała szybki ruch i wyswobodziła się z pułapki. Poślizgnęła się  jednak na mokrej murawie i upadała z impetem lądując na Alvaro. – Noo to było miękkie lądowanie. – uśmiechnęła się do niego.
- Nie wątpię. – odgarnął mokre włosy z jej twarzy. – jesteś piękna. – powiedział to jakby półgłosem. Ich twarze zbliżały się do siebie, spojrzenia krzyżowały, oddechy zmieszały się stwarzając jeden. Musnął jej ciepłe wargi swoimi i na chwile świat dla nich przestał istnieć. Byli tylko oni dwoje i wciąż padający deszcz.
__________________________________________________________________________________ Dobra, więc specjalnie dla was w ten piękny dzień. Życzę wam wesołych, zdrowych, pogodnych, rodzinnych, ciepłych Świat Bożego Narodzenia.  
Dziękuję wam, ze znosicie tą moją nieregularność, że jesteście, czytacie komentujecie, DZIĘKUJĘ :*
Mam nadzieję, ze wam się spodoba, jest trochę mniej dopracowany i mogą być jakieś drobne błędy, ale mam problem z czasem,a musze sie jeszcze ubrać.
Jeszcze raz WESOŁYCH ŚWIĄT <3 

niedziela, 3 listopada 2013

Rozdział 5.

Ta Noc była naprawdę piękna, piękniejsza od innych. Księżyc był w pełni i okalał swa jasną poświatą wszystko dookoła. Gwiazdy rozjaśniały niebo. Wszystko to było takie magiczne. Alvaro usiadł na ławce stojącej w ogrodzie przed hotelem. Nie potrafił przestać o niej myśleć, jest taka piękna, taka inna. Wyjątkowa. Jeszcze nigdy nie czół czegoś takiego, od pierwszego momentu kiedy ja zobaczył czuł jakby jakąś siła ciągnęła ich ku sobie, jakby byli związani niewidzialną nicią. Nigdy nie wierzył w przeznaczenie, ani miłość od pierwszego wejrzenie, ale teraz... Czy to możliwe, że są dla siebie stworzeni ? Nagle z rozmyślań wyrwały go czyjeś kroki. Natychmiast odwrócił się w tamta stronę. Wyszła zza krzewu róży piękniejsza niż kiedykolwiek, a księżyc oświecał jej drogę jakby miała go pod swoim władaniem. Ubrana była w koszulę nocną, a włosy bezładnie spływały po jej ramionach. Wyglądała jak królowa nocy, jakby wszystko w tym ogrodzie było  gotowe spełnić każdą jej prośbę, wszystko włącznie z Alvaro. Wśród mroku emanowała swoim własnym światłem.
-Hej – odezwała się, a w nocnej ciszy jej głos brzmiał jeszcze bardziej melodyjnie niż za dnia. – co tu robisz ?  Też nie możesz spać ? – spytała przysiadając się do niego.
- Nie, zbyt wiele się dzisiaj wydarzyło. Ale co ty tutaj robisz ? – popatrzył zdziwiony w jej oczy. Były takie radosne i optymistyczne, zarażały szczęściem, ale kryły tajemnice. Tajemnice o której Alvaro nigdy miał się nie dowiedzieć.
- Mieszkam – odpowiedziała jakby nigdy nic- okazało się, że w żadnym innym hotelu nie ma już wolnych pokoi, a tutaj znalazł się jeden.
- Taa, ciekawy zbieg okoliczności – wymruczał pod nosem chłopak „nie zbieg okoliczności, przeznaczenie” dodał jakiś głos w jego głowie, jednak on szybko odpędził te myśl.
Siedzieli tak w ciszy całkowitej i słychać było tylko delikatny szum wody w fontannie znajdującej się nieopodal, na środku dywanu z kwiatów.  Gdyby ktoś ich wtedy zobaczył pomyślałby, że są zaklęci, wyjęci z jakiegoś obrazka, albo filmu.
- Cieszę się, że tutaj jesteś – powiedziała cicho – nie chciałbym być teraz sama… - pojedyncza łza spłynęła po jej policzku, jednak on nie mógł tego zauważyć. Z wahaniem położyła głowę na jego ramieniu. On nic nie pytał, po prostu ją rozumiał, po prostu był.

Alvaro otworzył oczy, jednak po ułamku sekundy musiał je z powrotem zamknąć ponieważ został oślepiony przez promienie porannego słońca. Zamrugał kilka razy, aby przyzwyczaić wzrok do światła. Rozejrzał się zdziwiony i nagle wszystko sobie przypomniał, noc, ogród, fontannę, Maję która teraz jakby nigdy nic spała beztrosko na jego ramieniu. Delikatnie odsunął niesforne kosmyki włosów z twarzy dziewczyny.
- Maja – szepnął do niej pocichł, jednak ta próba obudzenia jej nic nie dawała – Majka – spróbował jeszcze raz, jednak bezskutecznie. Spała jak zabita i jedyna oznaką, że jeszcze wciąż żyje była unosząca się przy oddechu klatka  piersiowa. Wyglądała tak słodko, tak niewinnie. Alvaro po chwili zastanowienia doszedł do wniosku, że nie ma serca jaj budzić. Ostrożnie wstał z ławki biorąc dziewczynę na ręce i zaniósł ją do pokoju. Z początku chciał położyć ja na swoim łóżku jednak na szczęście w porę przypomniał sobie, że nie jest w pokoju sam.  I właśnie w tym momencie uświadomił sobie, że nie ma pojęcia który pokój zajmuje Maja. Postanowił dojść do tego drogą eliminacji. Znał numery pokoi chłopaków i trenera, zostawały wiec jeszcze dwa, Mai i doradcy Mou. Alvaro zdecydował się otworzyć drzwi przy których stał. Opłaciło się. Wyglądało na to, że znaleźli się w dobrym pomszczeniu. Położył dziewczynę na łóżku. Wciąż spała jak kamień. Samo patrzenie na nią uszczęśliwiało go. Mimowolnie zbliżył się do niej i delikatnie pocałował w czoło. Sam nie wiedział czemu to zrobił, to się po prostu stało. Odgarnął delikatnie włosy opadające jej na twarz i pospiesznie wyszedł z pokoju.
- No młody, a ty gdzie się pałętałeś całą noc ? – spytał Cris, gdy tylko Alvaro pojawił się w jadalni.  Widać było, że świetnie się przy tym bawił.
- Spałem – stwierdził cały czerwony już chłopak, nie patrząc w oczy kolegom. Starał się odpowiadać tak, aby ich nie oszukiwać i jednocześnie wszystkiego nie wygadać. Mógł przewidzieć, że niektórzy, czyli Ronaldo nie daliby mu o tym szybko zapomnieć.
- Spałeś ? No tak, pewnie. – Portugalczyk uśmiechnął się i na moment Alvaro z ulgą pomyślał, że to już koniec przesłuchać, jednak szybko został tej nadziei pozbawiony, gdyż chłopak konturował – a gdzie jeśli można wiedzieć, u Mai ?
- Miło, że tak się o mnie martwisz Ronaldziku, jednak naprawdę nie musisz. Jestem dużym chłopcem. – mówiąc to uśmiechnął się czarująco do odrobinę zdziwionego Crisa, a pozostali wybuchnęli głośnym śmiechem.
- Zdaje się, że zostałeś pokonany własną bronią, Ronaldziku – Ramos postanowił  skorzystać z okazji i zemścić się na CR7 za sytuację przed wylotem z Madrytu i uszczypliwe komentarze odnośnie jego bielizny, jednak Iker nie pozwoli długo cieszyć się chwilą.
- Dajcie już spokój bo nam się Cristiano obrazi. – mimo iż stanął w jego obronie sam nie krył rozbawienia. Za kilka chwil jednak uśmiech zniknął z jego twarzy, a wzrok powędrował na kierunku Alvaro. Chłopak zauważył to i również spojrzał na Ikera, pytającym wzrokiem. – Alvaro trener cię szukał.-  Te słowa sprawiły, że chłopak zakrztusił się herbatą i w rezultacie opluł i tak już urażonego Cristiano.
- Wiesz co, nie musiałeś ! Co ty sumienia nie masz ? Czemu wszystko co wychodzi z waszych ust – znacząco popatrzył na Fabio – ląduje na mnie ?!
- Myślisz, że była do dla mnie przyjemność ? – blondyn postanowił się bronić. Cristiano już otwierał usta żeby coś odpowiedzieć, jednak ubiegł go Morata.
- Kiedy ? Mówił ci czego chce ? 
- Niedawno, przed śniadaniem, ale nie wiedziałem gdzie się podziewasz, a on nie chciał mi nic powiedzieć. Wspominał cos o powrocie, ale nie pokusił się o więcej wyjaśnień i po prostu zbył mnie mówiąc, że się spieszy. Myślisz, ze chodzi o… - Alvaro przerwał koledze.
- Nie wiem o co mu chodzi i chyba nie chce się dowiedzieć. – to mówiąc młody Hiszpan wstał od stołu i skierował się w stronę wyjścia.
- Zjedz coś ! – usłyszał za sobą głos Marcelo, ale był pewien, że nic nie przełknie, a supeł w żołądku sprawił, że odczuwany przed chwilą głód wyparował wraz z przyjemna atmosferą.
- Nie dzięki, może potem – odkrzyknął nawet nie zwalniają kroku.
Szybko skierował się do pokoju trenera, coś podpowiadało mu, że może jeszcze zawrócić. Przyjść tu później, bo był pewien, że nie chce usłyszeć tego co ma mu do powiedzenia Mou. Zatrzymał się gwałtownie przed drzwiami i jakby cała siła z niego wyparowała. Po chwili zapukał niezdecydowanie, powoli nacisną na klamkę po usłyszeniu donośnego „proszę” i zajrzał do pomieszczenia. Murinho siedział na swoim łóżku oglądając z zaciekawienie jakiś program telewizyjny. Kiedy zobaczył Alvaro uśmiechnął się do niego.
- Podobno mnie szukałeś – zagadnął niepewnie chłopak, wciąż stojąc w drzwiach.
- Siadaj – trener wskazał ręką miejsce obok siebie, poczekał aż chłopak je zajmie i kontynuował. – Masz bardzo dobry kontakt z Mają, prawda ? – wciąż uśmiechał się i patrzył na Alvaro w miły sposób, nie jak trener na zawodnika, raczej jak ojciec na syna. Morata jednak nie odwzajemnił ani spojrzenia, ani uśmiechu.
- Pamiętam o umowie. – stwierdził, wpatrując się w swoje ręce jakby chciał zobaczyć w nich odpowiedź na jakieś ważne pytanie. Jego ton był zupełnie inny nisz dotychczas, słychać w nim było smutek i rozczarowanie, i narastająca złość która z trudem jest opanowywana. Te dwa dni spędzone z Mają były cudowne. Ona pozwalała mu zapomnieć o wszystkim tym co go martwiło, co sprawiało , że nie mógł poczuć się naprawdę szczęśliwy. Teraz, wraz ze słowami Mou to wszystko zaczęło wracać wraz z rosnącymi negatywnymi emocjami.
- Alvaro, ja też tego nie popieram, przykro mi, ale to jest jedna z niewielu spraw, na które nic nie mogę poradzić choćbym nie wiem jak bardzo chciał. – położył rękę na ramieniu Alvaro jednak ten ją strząsnął i wybuchnął głośny, ironicznym śmiechem, który w innych okolicznościach prawdopodobnie zamieniłby się w płacz.
- Nie musisz martwic się o swój tyłek, obiecałem i dotrzymam słowa. – mówiąc to wstał i ruszył w stronę wyjścia, ale Jose uniemożliwił mu to łapiąc go za nadgarstek.
- Chłopaku, naprawdę mi przykro, ale musisz wiedzieć coś jeszcze. – Alvaro odwrócił się niechętnie i spojrzał na niego wyczekująco ze znudzona miną, która nie była do końca szczera. – Maja, ona jest, właściwie była córką mojej bardzo dobrej przyjaciółki, dlatego teraz wróci z nami do Madrytu i zamieszka w waszej wilii. Mówię ci to chociaż nie musze, ale lubię cię i chce ci pomóc, poza tym uważam że powinieneś wiedzieć, zrobisz z tą wiedzą co zechcesz. – po tych słowach Alvaro miał ochotę zapytać go czy słyszał kiedyś o tym, że nie kopie się leżącego i czy w ogóle może cokolwiek zrobić z tą wiedzą oprócz jej posiadania, ale tylko zapytał :
- Kiedy wyjeżdżamy ?
- Za dwie godziny. – te trzy słowa wystarczyły, żeby zupełnie odebrać mu jakąkolwiek nadzieję.
Alvaro wyszedł pośpiesznie z pokoju trenera, był zrozpaczony, rozczarowany i samotny tak bardzo jak nigdy wcześniej. Tutaj po raz pierwszy od dawna poczuł się szczęśliwy, robił co chciał, z kim chciał i to uczucie było najpiękniejsze ze wszystkich mu znanych. Nie wiedział, czy chce być teraz sam, czy z kimś i z kim. Nie wiedział co ze sobą zrobić. W końcu zatrzymał się przed drzwiami pokoju Mai, otworzył je cicho. Dziewczyna wciąż spała tak jak ją zostawił. Mimowolnie uśmiechnął się na ten widok. Jej włosy leżały rozsypane po poduszce jak promienie słońca. Z rozmyślań wyrwał go delikatny ruch jej powiek. Podniosła się trzepocząc długimi rzęsami i odrobinę zdezorientowana rozejrzała się po pokoju. Jej spojrzenie zatrzymało się na strojącym w progu chłopaku. 
___________________________________________________________________________________

No i jest kolejny :D Przynajmniej jest lepszy niż ten poprzedni... Nie no w sumie ten jest nawet nie taki zły :) Znaczy no nie mnie oceniać, ale no rozumiecie :D 

Swoją drogą nie zgadniecie kto miałby dzisiaj 93 urodziny... Tak jest Alek. Mój bohater. Czytaliście "kamienie na szaniec" ? Jak tak to wiecie o czym mówię, a jak nie to przeczytajcie :D 
No i to w sumie na tyle, miłego czytania i dziękuję za wszystkie komentarze, kocham was ;* 

czwartek, 3 października 2013

Rozdział 4.

- Mówiłem żeby zadzwonić po taxi. – narzekał Pepe. Rzeczywiście, to byłby dobry pomysł. Przechodnie gapili się na nich jak na kosmitów nie wiedzieli, czy dlatego że ich rozpoznawali, czy może chodziło o to, że szli grupą i każdy z nich miał przynajmniej dwie walizki bagażu co było rzadko spotykane w tej części Dortmundu, ale najprawdopodobniej chodziło o oba te powody, a podróż okazała się o wiele mniej przyjemna niż przypuszczali.
- Stary a wiedziałeś kiedyś ponad 20-osobową taksówkę ? – stwierdził szybko Mesut. Alvaro z Ikerem wymienili spojrzenia. Kaka ze znużeniem kiwał głową.  „Wow sukces, jednak nie tylko ja nie dostałem udaru” przemknęło przez myśl Moracie kiedy zorientował się, że starsi koledzy też mają powoli dość.
- Ozil ty wiesz ze możemy zadzwonić po kilka taksówek prawda ?
- Chcecie to dzwońcie, ja się przespaceruję. Mamy piękną pogodę i okolice. Poza tym trening wam nie zaszkodzi. – po tych słowach ruszył szybciej zostawiając zaskoczonych graczy za sobą. Iker wziął głęboki oddech i ruszył jego śladem, pozostałym także nie zostało nic innego.
Mieli mieszkać w czymś co było na przełomie ogromnego domku albo malutkiego hotelu. Pokoi wystarczało akurat dla nich i pozostały jeszcze trzy dla trenera i pozostałych ludzi z klubu. Do każdego pokoju była przypisana łazienka, oprócz tego w domku była stołówka na której wspólnie mieli jadać 3 główne posiłki, kuchnia dla ich dyspozycji oraz pokuj przypominający salon, w którym znajdował się telewizor, kanapa, stolik, dwa biurka z komputerami i dekoracje. Alvaro ucieszył fakt, że przez najbliższy czas będzie mieszkał z Kaką, Ikerem, Sergio i Crisem. Ich pokój był dość duży, ale przytulny. Stało w nim pięć łóżek, kolo każdego z nich szafka nocna z lampką. W pomieszczeniu były również trzy komody z wieloma szafkami i szufladami oraz duża szafa z lustrem na drzwiach. Na ścianie przeciwnej do tej przy której stały  łóżka wisiał ogromny telewizor. Farba w pokoju miała barwę delikatnego, ciepłego błękitu, dzięki czemu ich tymczasowe miejsce pobytu sprawiło naprawdę miłe wrażenie. Wszystkie pomieszczenie wyglądały podobnie, miały jedynie inne kolory i ewentualnie różniły się ustawieniem mebli.
- Jakoś specjalnie to się nie postarali. Liczyłem chociaż na hotel średniej klasy. – krzywił się Cris stojąc na środku pomieszczenia. Jednak nikt nie miał nawet ochoty wdawać się z nim w dyskusję dlatego został zignorowany przez współlokatorów.  
To był bardzo długi i męczący dzień dla nich wszystkich, a jutro nie zapowiadało się wiele lepsze. Mieli przed sobą naprawdę ważny mecz. Mecz który znaczy szczególnie dużo dla nich. Który musieli wygrać, bez względu na wszystko. Mieli już plan, banalny i niedopracowany, ale mieli. Postanowili grac po prostu swoją piłkę, jak prawdziwy Real Madryt, który przecież jest najlepszy. Zamierzali postawić na atak, przez co Alvaro tej noc bardzo długo nie mógł zasnąć. Jutro miał być jego wielki dzień. Pierwszy poważny mecz który ma rozegrać i wyjść w pierwszej jedenastce. To była dla niego świetna wiadomość i niewyobrażalna presja. Bał się, że zawiedzie chłopaków, kibiców i wszystkich w koło.
Rano obudził ich krzyk trenera.  Kiedy doszli już do siebie, okazało się, że wcale nie jest tak rano i zamiast śniadania zjedzą dzisiaj obiad.
- Wyspaliście się. To dobrze. Teraz czas pokazać jak grają  Galacticos ! Dacie rade chłopaki. Za godzinę widzimy się przy busie.
Każdy z nich się denerwował, niezależnie od wieku, doświadczenia i formy. Ale wiedzieli jedno musza wygrać. Kiedy wychodzili na murawę serce Alvaro waliło tak mocno, że aż bał się, że kibice je usłyszą. Rozpaczliwie podejmował kolejne próby ustabilizowania oddechu. W końcu udało mu się podczas śpiewania hymnu, a potem, potem nie było już czasu na denerwowanie się.
Po pierwszej połowie, zmęczeni, ale i w miarę szczęśliwi zeszli do szatni. Prowadzili 1:0, nie było to jednak zdecydowane prowadzenie. Borussia cały czas próbowała odrobić starty i wiedzieli, że nie zrezygnuje. W końcu gra u siebie.
- Jest dobrze chłopaki, jest naprawdę dobrze. Oby tak dalej. – Mou starał się jak najbardziej ich zmotywować i dodać wiary w siebie.
- Bzdura. Jak będą tak dalej grac to nie wygrają. – do rozmowy dołączył nie znany nikomu głos  Prawie nikomu. Morata podniósł głowę i popatrzył na nowego członka dyskusji szeroko otwartymi oczami. Niemożliwe. – Gracie dobrze, ale nie możecie tak cały czas. Po pierwsze, zmiany. Pepe lewie chodzi nie mówiąc już o bieganiu, naprawdę nie ma sensu żeby męczył się na boisku. Druga sprawa, Alvaro, musisz grać odważniej.  Stawiacie na atak, macie dobrego napastnika, ale ty – popatrzyła prosto w oczy chłopaka – musisz przestać się bać. Musisz próbować, najwyżej coś popsujesz. Ale nie możesz zaczynając akcję myśleć o tym, że nie uda ci siei jej skończyć. Z takim podejściem nie ma sensu zaczynać.
- Kim ty jesteś ? Kto cię wpuścił ? – Mou był jednocześnie zdziwiony i zdenerwowany, ale w jego glosie słychać było coś jakby szacunek.
- No wiec jestem Maja. Hej – pomachała im – A wpuścił mnie… jak by to. Pewnie teraz mnie szukają. Zastanawia mnie fakt, że nie zaczęli od tej szatni, każdy głupi na to wpadnie. Ale ok. Może wasza ochrona ma inny tok rozumowania niż ja.
- Skąd ten chory pomysł żeby się tu włamywać. Nie pomyślałaś o tym, że możemy zadzwonić na policje ?
- Wierze, że mój kolega ma dar przekonywania. – Maja uśmiechała się tajemniczo i tylko jedna osoba doskonale widziała o co jej chodziło. Alvaro jęknął.
- Kolega ? – Mou uniósł brwi pytająco. – ktoś z was zna tę dziewczynę ?
- No tak jakby ja.
- Morata, co znaczy tak jakby ? Załatwiłeś jej wejście tutaj ?!
- Co?  nie. Ja… rany nie.
- Słuchajcie, chciałam tylko pomóc, a ta sytuacja raczej nic dobrego nie przyniesie. Wyjaśnimy to sobie po meczu, obiecuje, że nie ucieknę.
-Oczywiście, że nie- prychnął Mou – bo będziesz siedziała ze mną do końca spotkania. Mylę, że na ławce rezerwowych będzie dla Ciebie miejsce. A jak nie, postoisz – uśmiechnął się zgryźliwie.
- Co ty wyprawiasz ? – Alvaro zaczepił Maję podczas wychodzenia z szatni.
- Teraz ci tego nie wytłumaczę.  Policz sobie do pięciu i graj. Wszystko będzie super, zaufaj mi.
Ufaj jej, ale ten mecz był chory, ten transport, miejsce w którym się zatrzymali, wszystko to zupełnie nie przypominało normalnego dnia Realu Madryt. Coś takiego nie wydarzyło się nigdy wcześniej, przez żadnym meczem, czy to sparingiem czy finałem ligi mistrzów. Mimo tego, że trener był zirytowany sytuacją posłuchał rad dziewczyny i zmienił Pepe. To był zdecydowanie dobry pomysł, postanowił też wpuścić na boisko Kakę. Co do tego nie był pokonany, przynajmniej tak można było wywnioskować po jego minie, ale postanowił zaryzykować.
„Do odważnych świat należy” przemknęło przez myśl Alvaro. To był świetna myśli i postanowił się nią kierować żeby nie wiem co.
To był trudny mecz i zacięta walka, a Borussen okazali się niezwykle wymagającym przeciwnikiem. W rezultacie mecz zakończył się wynikiem 4:2. Na listę strzelców królewskich wpisali się Kaka, Ronaldo i 2 razy Morata.
- No świetnie wam poszło. Czyli jednak zasługujecie na miano najlepszych na świecie. – Mou uśmiechał się do niech ciepło. Byli wykończeniu i jedyne o czym marzyli to iść spać, ale na to się chyba nie zanosiło. – jest po meczu więc możemy sobie wyjaśnić pewną sytuację. Zacznijmy od początku, czy któryś z was zna może Maję ?
- Ee Maja umie sama mówić – dziewczyna uśmiechnęła się do trenera, jednak w tym uśmiechu można było dostrzec nutkę ironii. „Zły ruch, bardzo zły ruch” pomyślał Alvaro któremu sytuacja z każdą chwilą podobała się coraz mniej.
- W takim razie niech Maja mówi.
- Więc wygląda to tak poznałam Alvaro kiedy… - nie mogła dokończyć gdyż przerwał jej stanowczy głos Mou.
-Świetnie to nam wystarczy. Alvaro ? – trener spojrzał wyczekująco na Morate. Ten nie zdążył jednak wydusić słowa kiedy ponownie odezwała się Maja.
- Nie – stwierdziła stanowczo i odrobinę głośniej niż wymagała tego sytuacja – to nam nie wystarczy. Poza tym nie wchodzi się nikomu w słowo. Wiec kontynuując poznałam Alvaro kiedy to chłopcy dość niezdarnie próbowali się dostać do Dortmundu publicznym samolotem. Dzieliliśmy miejsce, co nie oznacza, że on – ponownie popatrzyła na Alvaro, który stopniowo zaczynał się czerwienić – cokolwiek wiedział o moich dzisiejszych zamiarach. Nie wiedział. I no spojrzycie, czy on wygląda jak osoba spiskująca i rozmyślająca nad wrednym planem jakby to wkręcić mnie do szatni.  No błagam, przecież on jest najbardziej zaskoczony z was wszystkich tutaj i nawet za bardzo nie wie co ma powiedzieć.
- Ja doskonale wiem co powiedzieć. I nie potrzebuje adwokata –wciął jej się w słowo Alvaro, do którego dotarło ze siedzi w koncie jak „sierota” i dziewczyna musi go bronić przed Mou – Co nie zmienia faktu, że rzeczywiście nie miałem pojęcia o zamiarach Mai - i nagle przypomniał sobie z jakim przekonaniem mówiła „do zobaczenia” wtedy jeszcze nie wiedział czemu jest tego taka pewna, teraz rozumiał, już wtedy miała to wszystko zaplanowane - ale chyba nic takiego się nie sałato. Pomogła nam wygrać i nie oszukujmy się gdyby nie ona wynik na pewno nie byłby taki jaki jest.
Mourinio spojrzał na niego zaskoczony. Tego się nie spodziewał, Alvaro który nigdy nikomu się nie sprzeciwiał, zawsze wszystko robił zgodnie z oczekiwaniem innych teraz stał tam naprzeciw im wszystkim. Przynajmniej tak wtedy wydawało się Mou. Jednak po chwili dotarło do niego jak bardzo się myli, ponieważ cala drużyna stanęła za Alvaro murem. I to tak szczelnym, że nie dało się go przejść z żadnej strony.
- Chyba możemy puścić ten incydent w zapomnienie – westchnął w końcu godząc się z myślą, że nic nie wskóra.

__________________________________________________________________________________
Przepraszamprzepraszam i jeszcze raz przepraszam ! 
Wiem, dłuugo mnie nie było. Ale to przez brak czasu, w tygodniu to na nic nie mam czasu, a w weekendy to też tak średnio. Rozumiecie, prawda ? 
Po drugie, ten rozdział. Masakra -.- Obiecałam wam jakąś akcję, ale no jednak jej jeszcze nie ma... Pojawi się pewnie w następnym rozdziale. 
A trzy, to wasze blogi. Dawno tam nie byłam, ale w ten weekend to nadrobię ! 
Nie mogę wam obiecać, że będę dodawać tu coś regularnie, mogę najwyżej obiecać, ze będę się starać :** 
Poza tym, dziękuje za komentarze. I Proszę was piszcie co naprawdę myślicie, nie tylko pochwały, ale też negatywy, żebym mogła się poprawić !

wtorek, 20 sierpnia 2013

Rozdział 3.

- A co ci nie pasuje w Realu !? – zdenerwował się. Nie wiedział czemu. Jeszcze przed chwilą starał się ją jakoś delikatnie przekonać, uświadomić że nie ma racji. Teraz ogarnęła go złość, na nią, na chłopaków, na wszystko. Jak mogła tak ich oceniać nie mając o niczym pojęcia ?! A chłopaki, co oni sobie myśleli? Wyobrażali sobie, że co? Że samolot na nich poczeka aż ułożą sobie włosy? Że ludzie zostawią miejsca specjalnie dla nich? Miał dość tego wszystkiego. Poczuł ogromny zawód. Nie dlatego, że Maja nie lubiła Realu, zawsze był zdania, iż gust nie podlega dyskusji, ale dlatego, że ich oceniała w ten paskudny sposób, którego tak bardzo nienawidził. Nie mieściło mu się to w głowie, nigdy nie znosił takich ludzi. Nagle usłyszał szczery, melodyjny śmiech. Zaskoczony spojrzał na Maję. Kiedy zorientowała się, że się jej przygląda uspokoiła się trochę i odwzajemniając jego spojrzenie powiedziała z uśmiechem na ustach :
-Jesteś taki słodki kiedy się złościsz.
Po tych słowach spoważniała, jakby przypomniała sobie coś i nagle ich pożałowała, jednak to nie trwało długo, zaraz wróciła do siebie jakby nigdy nic. Patrzył na nią jak na wariatkę szeroko otwartymi oczami. Przed chwilą obrażała jego klub, a teraz mówi… nie zaraz, ona nie obrażała twojego klubu upomniał się natychmiast. Właściwie nie miała pojęcia, że to robiła. Przecież nie powiedziałeś jej kim jesteś, kogo znasz i czym się zajmujesz.
- Daj spokój masz mnie za idiotkę Alvaro ?
- Ee ja… nie. Dlaczego tak… skąd ten pomysł ? – teraz naprawdę poważnie zastanawiał się nad jej stanem psychicznym. I obawiał się, że nie jest on w najlepszej formie.
- W takim razie, albo ty jesteś idiotą albo się zgrywasz. – wciąż przyglądał się jej z coraz szerzej otwartymi oczami. – powiedziałam ci: lubię piłkę, kibicuje Barcy i no pokrótce powiedziałam też co sadze o Realu, wiec coś tam o tych klubach wiem. Ty niecałą godzinę temu wparadowałeś tutaj robiąc niezłe zamieszanie razem z bandą swoich kolegów. Naprawdę myślisz, że was nie rozpoznałam ?
- To znaczy, że ty.. ty wiedziałaś od początku ?
- Oczywiście, jak pewnie większość ludzi tutaj. Tylko kretyn by się nie zorientował. Proszę, kto normalny wchodzi do samolotu z bagażem ? Chyba tylko Cristiano Ronaldo.
- Słuchaj Cris jest… nieprzyzwyczajony.
- Tak, jak oni wszyscy.
- Jak my wszyscy. No wiesz, ja też tam…
- Daj spokój – przerwała mu – ty potrafisz zachować się w samolocie i nie wchodzisz do niego z bagażem. – nie potrafiła powstrzymać się od śmiechu-  I może warto się pokusić o małe sprostowanie. To z Barceloną i tak dalej, to ja chciałam tylko zobaczyć twoją reakcję. Sprawdzić no wiesz, czy jesteś coś wart, czy nie bardzo.
- Słucham ? Co chciałaś sprawdzić ? stuknięta, ona jest stuknięta. Zaraz mnie zaatakuje jakimś młotkiem i wyrzuci przez okno – przemknęło mu przez głowę.   
- Proszę, to nie tak jak ci się wydaje. Nie postradałam zmysłów – stwierdziła jakby czytając mu w myślach. Okej, czyli nie stuknięta, to może wiedźma. Boże ona wie co myślę. Po dłuższej chwili zastanowienia Alvaro niechętnie musiał przyznać, że chyba też ześwirował – chciałam zobaczyć czy ty, będziesz bronił klubu, czy nadal udawał wariata.
Chłopak otworzył usta jakby chciał coś powiedzieć, ale zaraz je zamknął. Nie wiedział co ma odpowiedzieć.  - Czyli ty jesteś za… - przerwał ponieważ usłyszał dzwonek własnej komórki. – to tu jest zasięg ? – mruknął pod nosem bardziej do siebie niż do Mai. Spojrzał a wyświetlacz przekonany, że już nic go nie zaskoczy i po raz koleiny się pomylił. Dzwonił Iker. - Słucham ? Wiesz, że siedzę jakieś…- odwrócił się szukając wzrokiem Casillsa. – 15 siedzeń przed tobą ? I wiesz, że po samolocie mimo wszystko od czasu do czasu można chodzić ?
- Naprawdę 15 ? Zrób coś dla mnie. Pomachaj.
- Co ? Zwariowałeś na stare lata? Facet, co sobie ludzie pomyślą?
- Ale jesteś tu tak ? W samolocie. Na 100 % ?
- Iker jestem tu i… a dlaczego miałoby mnie nie być ?
- Bo wiesz młody  Cris bał się, że cię zgubiliśmy i… O Boże nie ! Czekaj.
- Co ?! Iker do cholery co jest ? – Alvaro zupełnie stracił orientację w sytuacji. Jednak po chwili już wszystko było jasne. Chłopak usłyszał glos Ikera, już nie przez słuchawkę w telefonie, był donośny i odrobinę przestraszony. „ Przepraszam czy mogę dostać jakąś torbę bo kolega tu…"
-Fabio jak mogłeś ?! To nowe buty ! – Cris przerwał Casillasowi.
- Boże, spraw żeby oni przenieśli się do innego samolotu. Proszę, nich nit nie skojarzy, że jestem z nimi. – Alvaro mamrotał sam do siebie cały czerwony. Nigdy nie miał problemów z rumieńcami, ale w takiej sytuacji ciężko było nad tym zapanować.
- Kolega wymiotuje – dokończył w końcu Iker zrezygnowanym głosem. Alvaro jęknął cicho i osunął się niżej w swoim fotelu. Jedyne czego chciał to zapaść się pod ziemię, albo chociaż rozpłynąć. Cokolwiek . Gdzieś w głębi serca czół, że powinien pomóc kolegom, jednak ta myśl przeraziła go i w rezultacie jeszcze bardziej usiłował schować się w fotelu.
- Jeszcze trochę się osuniesz i mi spadniesz na podłogę. – usłyszał nagle głos dochodzący z fotela obok. Majka nie kryła rozbawienia sytuacją.
- Słuchaj oni po prostu… oni na co dzień tacy nie są, oni… - chłopak urwał. Zastanawiał się czy próbuje to wmówić jej, czy sobie. Oczywiście, że tacy są. Nie potrafią korzystać z transportu publicznego, nie czekają w kolejkach w barach, głównie dlatego, że do takowych nie chodzą. Ich życie jest chore. Odizolowane… i straszne.  – dobra, nieważne. Wiesz może ile jeszcze czasu musimy spędzić w tym samolocie ?
- Z tego co mówiłeś to też lecisz do Dortmundu, więc jeszcze ponad 2 godzinki i jesteśmy na miejscu. Słuchaj, czemu lecicie sami ? No wiesz bez trenera i innych takich co powinni was pilnować.
- Pilnować ?
- Nie obraź się, ale z tego co się orientuje jesteś z nich tutaj najmłodszy i w zasadzie to ty się nimi zajmujesz. Twój kolega dzwonił do ciebie czy czasem nie zostałeś gdzieś ,no wiesz na dole, podczas kiedy twój inny kolega wymiotował na buty kolejnemu, a ten zamiast mu pomóc krzyczy na niego. I zdaje mi się z Ramos to wszystko przespał.
- Ja ich nie wychowywałem.- stwierdził chłopak w geście obronnym, odrobię poirytowany- A co do twojego pytania, trener i jego banda zostali i mieli załatwić sprawę z prywatnym transportem i dolecieć do nas. Poza tym to miało być jak sprawdzian.- zauważył zdziwienie malujące się na twarzy dziewczyny- Czy sobie poradzimy, rozumiesz? Innymi słowy zaufali Ikerowi, który nie ma o niczym zielonego pojęcia. 
Pozostała cześć podróży przebiegła bez większych spiec. Alvaro i Maja przegadali praktycznie cały czas i z każdym słowem odkrywał, że lubi ją coraz bardziej, że ona jest inna, wyjątkowa.
-Ee to ten, cześć. – wyjąkał na lotnisku w Dortmundzie.  Coś podpowiadało mu, że powinien powiedzieć więcej, ale nie miał pojęcia co wiec dał sobie spokój.
- Do zobaczenia – Maja uśmiechnęła się i odeszła machają mu.
„Mam nadzieję”. Alvaro nie powiedział tego głośno, ale to była najszczersza myśl odkąd pamiętał. Stał tam jak wryty patrząc za odchodzącą postacią, która po chwili wmieszała się w tłum.
- Młody albo za nią biegnij, albo chodź. – z rozmyślań wyrwał go głos Crisa.
- Lepiej zajmij się swoimi butami, bo zdaje się, że są po przejściach. – odbąkną chłopak i ruszył za pozostałymi chłonkami klubu.
- Jeśli chcesz wiedzieć to je zmieniłem! – odkrzyknął CR7 i ruszył jego śladem.
Do ośrodka w którym mieli się zatrzymać postanowili dostać się pieszo, ponieważ nie mieli daleko. Swojej decyzji pożałowali już w połowie drogi. 
_________________________________________________________________________________

Cześć :* Wiem, długo kazałam wam czekać, przepraszam was bardzo. Dziękuję wam ogromnie, wszystkim. Jak czytam wasze komentarze, to aż się cieplej robi na serduchu :D
 
Nie chce zrzędzić i przedłużać  ale muszę, ten rozdział zupełnie mi sie nie podoba -.- i ogólnie na razie nic ciekawego się nie dzieje, ale to się niedługo zmieni, obiecuję xd I mam do was pytanie, za jakiś czas będzie mi potrzebny kolejny bohater, mianowicie przyjaciel Mai i nie potrafię wybrać, wiec decyzja należny do was. Waham się między Naymarem ( kojarzycie Neya nie ? Ten z Barcy, niedawno jeszcze z Santosu xd), a zwykłą, nieznaną nikomu dziewczyną :D Liczę na waszą pomoc ;*