- A co ci
nie pasuje w Realu !? – zdenerwował się. Nie wiedział czemu. Jeszcze przed
chwilą starał się ją jakoś delikatnie przekonać, uświadomić że nie ma racji.
Teraz ogarnęła go złość, na nią, na chłopaków, na wszystko. Jak mogła tak ich oceniać
nie mając o niczym pojęcia ?! A chłopaki, co oni sobie myśleli? Wyobrażali
sobie, że co? Że samolot na nich poczeka aż ułożą sobie włosy? Że ludzie zostawią
miejsca specjalnie dla nich? Miał dość tego wszystkiego. Poczuł ogromny zawód.
Nie dlatego, że Maja nie lubiła Realu, zawsze był zdania, iż gust nie podlega
dyskusji, ale dlatego, że ich oceniała w ten paskudny sposób, którego tak
bardzo nienawidził. Nie mieściło mu się to w głowie, nigdy nie znosił takich
ludzi. Nagle usłyszał szczery, melodyjny śmiech. Zaskoczony spojrzał na Maję.
Kiedy zorientowała się, że się jej przygląda uspokoiła się trochę i odwzajemniając
jego spojrzenie powiedziała z uśmiechem na ustach :
-Jesteś taki słodki kiedy się złościsz.
Po tych słowach spoważniała, jakby przypomniała sobie coś i nagle ich pożałowała,
jednak to nie trwało długo, zaraz wróciła do siebie jakby nigdy nic. Patrzył na
nią jak na wariatkę szeroko otwartymi oczami. Przed chwilą obrażała jego klub,
a teraz mówi… nie zaraz, ona nie obrażała twojego klubu upomniał się natychmiast.
Właściwie nie miała pojęcia, że to robiła. Przecież nie powiedziałeś jej kim
jesteś, kogo znasz i czym się zajmujesz.
- Daj spokój masz mnie za idiotkę Alvaro ?
- Ee ja… nie. Dlaczego tak… skąd ten pomysł ? – teraz naprawdę poważnie
zastanawiał się nad jej stanem psychicznym. I obawiał się, że nie jest on w
najlepszej formie.
- W takim razie, albo ty jesteś idiotą albo się zgrywasz. – wciąż przyglądał
się jej z coraz szerzej otwartymi oczami. – powiedziałam ci: lubię piłkę, kibicuje
Barcy i no pokrótce powiedziałam też co sadze o Realu, wiec coś tam o tych
klubach wiem. Ty niecałą godzinę temu wparadowałeś tutaj robiąc niezłe zamieszanie
razem z bandą swoich kolegów. Naprawdę myślisz, że was nie rozpoznałam ?
- To znaczy, że ty.. ty wiedziałaś od początku ?
- Oczywiście, jak pewnie większość ludzi tutaj. Tylko kretyn by się nie zorientował. Proszę, kto normalny wchodzi
do samolotu z bagażem ? Chyba tylko Cristiano Ronaldo.
- Słuchaj Cris jest… nieprzyzwyczajony.
- Tak, jak oni wszyscy.
- Jak my wszyscy. No wiesz, ja też tam…
- Daj spokój – przerwała mu – ty potrafisz zachować się w samolocie i nie
wchodzisz do niego z bagażem. – nie potrafiła powstrzymać się od śmiechu- I może warto się pokusić o małe sprostowanie.
To z Barceloną i tak dalej, to ja chciałam tylko zobaczyć twoją reakcję.
Sprawdzić no wiesz, czy jesteś coś wart, czy nie bardzo.
- Słucham ? Co chciałaś sprawdzić ? – stuknięta,
ona jest stuknięta. Zaraz mnie zaatakuje jakimś młotkiem i wyrzuci przez okno –
przemknęło mu przez głowę.
- Proszę, to nie tak jak ci się wydaje. Nie postradałam zmysłów – stwierdziła
jakby czytając mu w myślach. Okej, czyli nie stuknięta, to może wiedźma. Boże
ona wie co myślę. Po dłuższej chwili zastanowienia Alvaro niechętnie musiał przyznać,
że chyba też ześwirował – chciałam zobaczyć czy ty, będziesz bronił klubu, czy
nadal udawał wariata.
Chłopak otworzył usta jakby chciał coś powiedzieć, ale zaraz je zamknął. Nie wiedział
co ma odpowiedzieć. - Czyli ty jesteś za… - przerwał ponieważ usłyszał dzwonek własnej komórki. –
to tu jest zasięg ? – mruknął pod nosem bardziej do siebie niż do Mai. Spojrzał
a wyświetlacz przekonany, że już nic go nie zaskoczy i po raz koleiny się
pomylił. Dzwonił Iker. - Słucham ? Wiesz, że siedzę jakieś…- odwrócił się
szukając wzrokiem Casillsa. – 15 siedzeń przed tobą ? I wiesz, że po samolocie
mimo wszystko od czasu do czasu można chodzić ?
- Naprawdę 15 ? Zrób coś dla mnie. Pomachaj.
- Co ? Zwariowałeś na stare lata? Facet, co sobie ludzie pomyślą?
- Ale jesteś tu tak ? W samolocie. Na 100 % ?
- Iker jestem tu i… a dlaczego miałoby mnie nie być ?
- Bo wiesz młody Cris bał się, że cię zgubiliśmy
i… O Boże nie ! Czekaj.
- Co ?! Iker do cholery co jest ? – Alvaro zupełnie stracił orientację w
sytuacji. Jednak po chwili już wszystko było jasne. Chłopak usłyszał glos Ikera,
już nie przez słuchawkę w telefonie, był donośny i odrobinę przestraszony. „
Przepraszam czy mogę dostać jakąś torbę bo kolega tu…"
-Fabio jak mogłeś ?! To nowe buty ! – Cris przerwał Casillasowi.
- Boże, spraw żeby oni przenieśli się do innego samolotu. Proszę, nich nit nie skojarzy,
że jestem z nimi. – Alvaro mamrotał sam do siebie cały czerwony. Nigdy nie miał
problemów z rumieńcami, ale w takiej sytuacji ciężko było nad tym zapanować.
- Kolega wymiotuje – dokończył w końcu Iker zrezygnowanym głosem. Alvaro jęknął
cicho i osunął się niżej w swoim fotelu. Jedyne czego chciał to zapaść się pod ziemię,
albo chociaż rozpłynąć. Cokolwiek . Gdzieś w głębi serca czół, że powinien pomóc
kolegom, jednak ta myśl przeraziła go i w rezultacie jeszcze bardziej usiłował schować
się w fotelu.
- Jeszcze trochę się osuniesz i mi spadniesz na podłogę. – usłyszał nagle głos
dochodzący z fotela obok. Majka nie kryła rozbawienia sytuacją.
- Słuchaj oni po prostu… oni na co dzień tacy nie są, oni… - chłopak urwał.
Zastanawiał się czy próbuje to wmówić jej, czy sobie. Oczywiście, że tacy są.
Nie potrafią korzystać z transportu publicznego, nie czekają w kolejkach w
barach, głównie dlatego, że do takowych nie chodzą. Ich życie jest chore.
Odizolowane… i straszne. – dobra, nieważne.
Wiesz może ile jeszcze czasu musimy spędzić w tym samolocie ?
- Z tego co mówiłeś to też lecisz do Dortmundu, więc jeszcze ponad 2 godzinki i
jesteśmy na miejscu. Słuchaj, czemu lecicie sami ? No wiesz bez trenera i
innych takich co powinni was pilnować.
- Pilnować ?
- Nie obraź się, ale z tego co się orientuje jesteś z nich tutaj najmłodszy i w
zasadzie to ty się nimi zajmujesz. Twój kolega dzwonił do ciebie czy czasem nie
zostałeś gdzieś ,no wiesz na dole, podczas kiedy twój inny kolega wymiotował na
buty kolejnemu, a ten zamiast mu pomóc krzyczy na niego. I zdaje mi się z Ramos
to wszystko przespał.
- Ja ich nie wychowywałem.- stwierdził chłopak w geście obronnym, odrobię
poirytowany- A co do twojego pytania, trener i jego banda zostali i mieli załatwić
sprawę z prywatnym transportem i dolecieć do nas. Poza tym to miało być jak
sprawdzian.- zauważył zdziwienie malujące się na twarzy dziewczyny- Czy sobie
poradzimy, rozumiesz? Innymi słowy zaufali Ikerowi, który nie ma o niczym
zielonego pojęcia.
Pozostała cześć podróży przebiegła bez większych spiec. Alvaro i Maja przegadali
praktycznie cały czas i z każdym słowem odkrywał, że lubi ją coraz bardziej, że
ona jest inna, wyjątkowa.
-Ee to ten, cześć. – wyjąkał na lotnisku w Dortmundzie. Coś podpowiadało mu, że powinien powiedzieć więcej,
ale nie miał pojęcia co wiec dał sobie spokój.
- Do zobaczenia – Maja uśmiechnęła się i odeszła machają mu.
„Mam nadzieję”. Alvaro nie powiedział tego głośno, ale to była najszczersza myśl
odkąd pamiętał. Stał tam jak wryty patrząc za odchodzącą postacią, która po
chwili wmieszała się w tłum.
- Młody albo za nią biegnij, albo chodź. – z rozmyślań wyrwał go głos Crisa.
- Lepiej zajmij się swoimi butami, bo zdaje się, że są po przejściach. –
odbąkną chłopak i ruszył za pozostałymi chłonkami klubu.
- Jeśli chcesz wiedzieć to je zmieniłem! – odkrzyknął CR7 i ruszył jego śladem.
Do ośrodka w którym mieli się zatrzymać postanowili dostać się pieszo, ponieważ nie
mieli daleko. Swojej decyzji pożałowali już w połowie drogi.
_________________________________________________________________________________
Cześć :* Wiem, długo kazałam wam czekać, przepraszam was bardzo. Dziękuję wam ogromnie, wszystkim. Jak czytam wasze komentarze, to aż się cieplej robi na serduchu :D
Nie chce zrzędzić i przedłużać ale muszę, ten rozdział zupełnie mi sie nie podoba -.- i ogólnie na razie nic ciekawego się nie dzieje, ale to się niedługo zmieni, obiecuję xd I mam do was pytanie, za jakiś czas będzie mi potrzebny kolejny bohater, mianowicie przyjaciel Mai i nie potrafię wybrać, wiec decyzja należny do was. Waham się między Naymarem ( kojarzycie Neya nie ? Ten z Barcy, niedawno jeszcze z Santosu xd), a zwykłą, nieznaną nikomu dziewczyną :D Liczę na waszą pomoc ;*
wtorek, 20 sierpnia 2013
niedziela, 4 sierpnia 2013
Rozdział 2.
- Jesteśmy
! Już jesteśmy – dość duża grupa zmęczonych mężczyzn wpadła do maszyny
przerywając stewardessie – Bardzo
przepraszamy, że pani przerwaliśmy. Proszę mówić dalej – Iker starał się być
uprzejmy, nie bardzo wiedział jak się zachowywać w takiej sytuacji jednak po
zaskoczonej minie kobiety uznał, że chyba cos powiedział nie tak. – Niech się
pani nami nie przejmuje. Naprawdę.
- Rozumiem ze państwo są razem ?
- Tak, tak bardzo przepraszamy, że musieliście czekać, ale były straszne korki i właściwie do też trochę nasza wina bo tak w zasadzie to…
- Proszę, proszę po prostu zająć miejsca i przestać już mówić.
Iker pokiwał głową i posusznie ruszył do przodu szukają wolnego miejsca.
- Przepraszam, a te walizki to ktoś zabierze ? – usłyszał nagle głos Ronaldo. Energicznie odwrócił się w tył rzucając koledze krytyczne spojrzenie.
- Weszliście tu z walizkami ?! Jak to się stało? Nigdy w wcześniej żaden z was nie leciał samolotem? – po minie i tonie kobiety widać było zirytowanie. Starał się dobrze wykonywać swoja prace i cały czas się uśmiechała, jednak mówiła przez zaciśnięte żeby, a jej mina wydawała się z każda chwilą coraz bardziej wymuszona.
- Znaczy wie pani, lataliśmy oczywiście, że tak, tylko nie takim. Bardzo przepraszamy z problemy i kolegę – Casillas spojrzał znacząco na Crisa. – Naprawdę poradzimy sobie z bagażem.
- Ale wam nie wolno tu mieć bagażu ! –stewardessa podniosła głos nie wytrzymując napięcia. Pierwszy raz znalazła się w takiej sytuacji i jakoś nie potrafiła sobie z nią poradzić. W końcu po długich tłumaczeniach, z drobną pomocą Alvaro, który nie był jeszcze przyzwyczajony do latania prywatnym śmigłowcem i starał się co jakiś czas instruować kolegów udało jej się namówić ich do oddania bagażu i zajęcia miejsc. Z siedzeniami oczywiście tez był problem, gdyż okazało sie ze nie mogli siedzieć wszyscy razem, ponieważ jak można się było tego spodziewać większość miejsc siedzących było już zajętych. Dodatkowym problem było to ze Marcelo i Coentrao panicznie bali się samolotów i uparli się ze muszą siedzieć z Ikerem, blisko Sergio Ramosa.
- Hej, tu wolne ? – spytał, nieśmiało Alvaro do którego dotarło, że nie ma co liczyć na miejsce blisko kolegów i zastanawiał się kiedy i oni to pojmą. Nie dawało mu spokoju tez to kto pierwszy straci cierpliwość ta biedna stewardessa która musi się nimi zajmować, czy też Cristiano który raczej nie jest obdarzony opanowaniem. Nie miał już nawet siły tłumaczyć chłopakom, że nie uda im się siedzieć blisko siebie i lepiej żeby zajęli jakiekolwiek miejsca zanim wyrzucą ich z samolotu. Postanowił zdać się na los.
- Słucham ? – zdziwione oczy popatrzyły na niego. Rozmówczyni była pogrążona w lekturze i wyraźnie było widać, że Alvaro wyrwał ją z jakiegoś innego świata. Jednak po sekundzie odzyskała świadomość otaczającej ją rzeczywistości. - A tak siadaj. – Odpowiedziała obojętnie i powrotem pogrążyła się w pięknym literackim świecie.
Alvaro nie bardzo wiedziała co ma robić. Odczuwał dziwna ochotę poznania dziewczyny, ale nie miał pojęcia jak to zrobić. W sumie może lepiej posłuchać muzyki. Nie odważył się jednak na jakikolwiek ruch, siedział sztywno, dość niestabilnie na fotelu niezdecydowany co do dalszych zamiarów.
- Ciekawa książka ? – spytał w końcu spoglądając wyczekująco na sąsiadkę. W odpowiedzi jednak usłyszał jedynie jakieś przytakujące mruknięcie. Dziewczyna nawet na niego nie spojrzała, a on wcale nie poczuł się lepiej, wręcz przeciwnie. Wyczuwał jakiś dyskomfort. Dziwnie mu było tak siedzieć kolo kogoś kogo zupełnie nie znał. Chciał się czegoś dowiedzieć, tylko porozmawiać.
- To super. – stwierdził w końcu i rozsiadł się wygodniej na swoim fotelu. Starał się rozluźnić ale średnio mu to wyszło. Nie potrafił pozbyć się chęci poznania dziewczyny.
- A o czym ? – zdecydował się zapytać po chwili milczenia.
- o świecie nocy. – odpowiedziała jakby to było oczywiste. Zachowywała się jakby obok niej zamiast nieznajomego siedział ktoś znany od lat.
- yhym.
Alvaro powoli zaczynało irytować to uczucie nie pewności. Chciał się go za wszelką cenę pozbyć. Naprawdę chciał wyciągnąć z plecaka słuchawki i popłynąć w rytm muzyki, albo cokolwiek innego. Mógłby nawet iść spać, byleby tylko pozbyć się tego okropnego uczucia.
- Jestem Alvaro – usłyszał swój własny głos. Był Tym zdziwiony. Wcale nie zamierzał już z nią rozmawiać, widocznie nie miała na to ochoty. Coś takiego przezywał pierwszy raz w życiu i wcale mu się to nie podobało. Słowa płynęły z jego ust niezlanie od chęci, czy woli. po prostu mówił i nie potrafił przestać. Zdziwione oczy spojrzały na niego i zatrzymały się obserwując jego twarz po raz pierwszy od… właściwie od zawsze bo znają się niecałe 10 minut. Nie było widać w nich złości ani irytacji, ale coś co jeszcze bardziej zdziwiło Alvaro, mianowicie dziewczyna wydawała się rozbawiona.
- Maja. – odpowiedziała w końcu. Była piękna. Jasne, faliste włosy opadały na jej ramiona. Oczy były duże i ciemne jak dwa lśniące węgielki, okolone długimi czarnymi rzęsami, oprócz rozbawienia można było w nich dostrzec mała iskierkę po prostu radości, chęci do życia. Dziewczyna sprawiała wrażenie szczęśliwej. Usta miała dość duże, pełne i brzoskwiniowe. Delikatne rysy twarzy dodawały jej uroku i dziewczęcości. Nie była umalowana, przynajmniej tak wydawało się Alvaro. Wyglądała naturalnie, skórę miała delikatnie opaloną co podkreślała jasna luźna bluzka. Maja miała na sobie jeszcze dżinsowe spodenki i trampki. Imię doskonale do niej pasowało, naturalne, dziewczęce, słodkie i śliczne. Chwile jeszcze patrzyła o oczy chłopaka, by po chwili ponownie wrócić do swoje lektury.
- Ładne. Ale nie jesteś Hiszpanką. Skąd jesteś ? – postanowił kontynuować rozmowę. Jedną dłonią zatrzasnęła grubą książkę.
- Nie dasz mi poczytać co ? – spytała ze śmiechem. Patrzyła przyjaźnie.
- Nie chciałem ci przeszkadzać. – stwierdził Alvaro speszony. Naprawdę nie chciał. W końcu początek rozmowy nie był zależny od jego woli tylko od… podświadomości ? No w każdym razie on tego nie chciał. Jednak mimo to ona nie wiedziała, że nie zrobił tego specjalnie. A stwierdzenie „nie chciałem ci przeszkadzać” z jej perspektywy wdawało się, no cóż bez sensu. – To znaczy ja… ja przepraszam. – wydukał w końcu odwracając głowę.
Zawsze był nieśmiały, nie tylko jeśli chodziło o dziewczyny w ogólne. W sumie zawsze miał dużo przyjaciół, zawsze ktoś się blisko niego kręcił, ale jakby się tak nad tym zastanowić to nie on zaczynał te znajomości. W zasadzie jego nieśmiałość nie była niczym uzasadniona. Świetnie grał w piłkę nożną, jeśli chodzi o urodę też niczego mu nie brakowało, no i głupi nie był, a mimo to zawsze czół się skrępowany kiedy miał zacząć rozmowę z kimś nieznajomym. Wolał posiedzieć sam, pokopać piłkę, poczytać coś o nowych trikach czy legendach piłkarskich, albo nawet posłuchać muzyki, ale nie przepadał za ciągłymi imprezami i byciem w centrum uwagi. Nie był samotnikiem, nie do końca, czasem po prostu lubił być sam. Teraz był przystojnym młodym mężczyzną, zawodnikiem pierwszej jedenastki wielkiego Realu Madryt i nikt nie pomyślałby nawet, że on wcale nie jest pewny siebie jak Cristiano, czy nawet Iker. On nie czuje się gwiazdą, kimś znanym, on wciąż jest tym chłopakiem który chce spełnić marzenie, być świetnym piłkarzem w świetnych klubie i mieć świetnych kolegów w zespole. I mimo ze to marzenie się ziściło on walce się nie zmienił.
- W porządku, nic się nie stało. I tak kończyłam już rozdział.
- Nie bo wiesz, ja naprawdę nie chciałem ci przeszkadzać, tylko…
- Dobrze, przecież nic się nie stało – maja nie potrafiła powstrzymać się od śmiechu, nie udało jej się ukryć rozbawienia chociaż bardzo się starała. Alvaro wydał jej się niezwykle słodki. – a co do mojego pochodzenia jestem Polką. Przyjechałam do Madrytu na wakacje i udało mi się skołować bilety na mecz Borussia- Real. Strasznie chciałam na niego pójść, nawet nie wiesz jak się cieszę.
Serce Alvaro zaczęło bić szybciej. Ona tam będzie, a co jeśli go rozpozna. Nie chciał tego, chciał żeby polubiła go – lub nie- za to kim jest, a nie za pozycje w Realu.
- Chyba zmierzamy w tym samym kierunku. – uśmiechnął się patrząc na nią. – kibicujesz Realowi czy BVB ? – zapytał starając się ukryć to jak ważna jest dla niego jej odpowiedź.
- To proste. Borussia oczywiście. Nie wiem jak można kibicować Realowi. Przecież to normalne, że Barca i BVB są od niego lepsze, gracze Realu są… specyficzni. Oni chyba myślą, że jak grają w takim klubie – który nie jest tak wielki dzięki nim- to mogą wszystko. Dobrze byłoby gdyby ktoś im uświadomił, że tak nie jest. Nie znam tam nikogo, kto byłby normalny i chociaż w miarę znośny.
Chłopak szeroko otworzył oczy, nie odważył się na nią spojrzeć, otworzył tez usta jakby chciała coś powiedzieć, ale zaraz je zamknął.
- Jesteś pewna ze nie ma tam nikogo jak to mówisz znośnego ? – spytał z nadzieją w głosie. Przecież nie są źli. Starają się jak mogą dla fanów, mają szacunek dla innych, mają zasady.
- Nie. Nikogo. No chyba ich nie bronisz? Proszę cie, nie powiesz mi, że jesteś za tą bandą symulantów ?! – Cisza. Wiedział co powinien zrobić. Powinien bronić honoru klubu, ale jakoś nie mógł wydusić słowa. – No błagam. Chyba zamknięcie tej książki było jednak złym pomysłem.
_________________________________________________________________________________
Hej kochani ;* Staasznie dziękuję za komentarze :D
Leci do was drugi rozdział, na razie nic w sumie sie nie dzieje, ale musisz mi wybaczyć.
jutro jadę nad jezioro dlatego nie będę dostępna na blogu, pozdrawiam wszystkich i dobranoc ;*
- Rozumiem ze państwo są razem ?
- Tak, tak bardzo przepraszamy, że musieliście czekać, ale były straszne korki i właściwie do też trochę nasza wina bo tak w zasadzie to…
- Proszę, proszę po prostu zająć miejsca i przestać już mówić.
Iker pokiwał głową i posusznie ruszył do przodu szukają wolnego miejsca.
- Przepraszam, a te walizki to ktoś zabierze ? – usłyszał nagle głos Ronaldo. Energicznie odwrócił się w tył rzucając koledze krytyczne spojrzenie.
- Weszliście tu z walizkami ?! Jak to się stało? Nigdy w wcześniej żaden z was nie leciał samolotem? – po minie i tonie kobiety widać było zirytowanie. Starał się dobrze wykonywać swoja prace i cały czas się uśmiechała, jednak mówiła przez zaciśnięte żeby, a jej mina wydawała się z każda chwilą coraz bardziej wymuszona.
- Znaczy wie pani, lataliśmy oczywiście, że tak, tylko nie takim. Bardzo przepraszamy z problemy i kolegę – Casillas spojrzał znacząco na Crisa. – Naprawdę poradzimy sobie z bagażem.
- Ale wam nie wolno tu mieć bagażu ! –stewardessa podniosła głos nie wytrzymując napięcia. Pierwszy raz znalazła się w takiej sytuacji i jakoś nie potrafiła sobie z nią poradzić. W końcu po długich tłumaczeniach, z drobną pomocą Alvaro, który nie był jeszcze przyzwyczajony do latania prywatnym śmigłowcem i starał się co jakiś czas instruować kolegów udało jej się namówić ich do oddania bagażu i zajęcia miejsc. Z siedzeniami oczywiście tez był problem, gdyż okazało sie ze nie mogli siedzieć wszyscy razem, ponieważ jak można się było tego spodziewać większość miejsc siedzących było już zajętych. Dodatkowym problem było to ze Marcelo i Coentrao panicznie bali się samolotów i uparli się ze muszą siedzieć z Ikerem, blisko Sergio Ramosa.
- Hej, tu wolne ? – spytał, nieśmiało Alvaro do którego dotarło, że nie ma co liczyć na miejsce blisko kolegów i zastanawiał się kiedy i oni to pojmą. Nie dawało mu spokoju tez to kto pierwszy straci cierpliwość ta biedna stewardessa która musi się nimi zajmować, czy też Cristiano który raczej nie jest obdarzony opanowaniem. Nie miał już nawet siły tłumaczyć chłopakom, że nie uda im się siedzieć blisko siebie i lepiej żeby zajęli jakiekolwiek miejsca zanim wyrzucą ich z samolotu. Postanowił zdać się na los.
- Słucham ? – zdziwione oczy popatrzyły na niego. Rozmówczyni była pogrążona w lekturze i wyraźnie było widać, że Alvaro wyrwał ją z jakiegoś innego świata. Jednak po sekundzie odzyskała świadomość otaczającej ją rzeczywistości. - A tak siadaj. – Odpowiedziała obojętnie i powrotem pogrążyła się w pięknym literackim świecie.
Alvaro nie bardzo wiedziała co ma robić. Odczuwał dziwna ochotę poznania dziewczyny, ale nie miał pojęcia jak to zrobić. W sumie może lepiej posłuchać muzyki. Nie odważył się jednak na jakikolwiek ruch, siedział sztywno, dość niestabilnie na fotelu niezdecydowany co do dalszych zamiarów.
- Ciekawa książka ? – spytał w końcu spoglądając wyczekująco na sąsiadkę. W odpowiedzi jednak usłyszał jedynie jakieś przytakujące mruknięcie. Dziewczyna nawet na niego nie spojrzała, a on wcale nie poczuł się lepiej, wręcz przeciwnie. Wyczuwał jakiś dyskomfort. Dziwnie mu było tak siedzieć kolo kogoś kogo zupełnie nie znał. Chciał się czegoś dowiedzieć, tylko porozmawiać.
- To super. – stwierdził w końcu i rozsiadł się wygodniej na swoim fotelu. Starał się rozluźnić ale średnio mu to wyszło. Nie potrafił pozbyć się chęci poznania dziewczyny.
- A o czym ? – zdecydował się zapytać po chwili milczenia.
- o świecie nocy. – odpowiedziała jakby to było oczywiste. Zachowywała się jakby obok niej zamiast nieznajomego siedział ktoś znany od lat.
- yhym.
Alvaro powoli zaczynało irytować to uczucie nie pewności. Chciał się go za wszelką cenę pozbyć. Naprawdę chciał wyciągnąć z plecaka słuchawki i popłynąć w rytm muzyki, albo cokolwiek innego. Mógłby nawet iść spać, byleby tylko pozbyć się tego okropnego uczucia.
- Jestem Alvaro – usłyszał swój własny głos. Był Tym zdziwiony. Wcale nie zamierzał już z nią rozmawiać, widocznie nie miała na to ochoty. Coś takiego przezywał pierwszy raz w życiu i wcale mu się to nie podobało. Słowa płynęły z jego ust niezlanie od chęci, czy woli. po prostu mówił i nie potrafił przestać. Zdziwione oczy spojrzały na niego i zatrzymały się obserwując jego twarz po raz pierwszy od… właściwie od zawsze bo znają się niecałe 10 minut. Nie było widać w nich złości ani irytacji, ale coś co jeszcze bardziej zdziwiło Alvaro, mianowicie dziewczyna wydawała się rozbawiona.
- Maja. – odpowiedziała w końcu. Była piękna. Jasne, faliste włosy opadały na jej ramiona. Oczy były duże i ciemne jak dwa lśniące węgielki, okolone długimi czarnymi rzęsami, oprócz rozbawienia można było w nich dostrzec mała iskierkę po prostu radości, chęci do życia. Dziewczyna sprawiała wrażenie szczęśliwej. Usta miała dość duże, pełne i brzoskwiniowe. Delikatne rysy twarzy dodawały jej uroku i dziewczęcości. Nie była umalowana, przynajmniej tak wydawało się Alvaro. Wyglądała naturalnie, skórę miała delikatnie opaloną co podkreślała jasna luźna bluzka. Maja miała na sobie jeszcze dżinsowe spodenki i trampki. Imię doskonale do niej pasowało, naturalne, dziewczęce, słodkie i śliczne. Chwile jeszcze patrzyła o oczy chłopaka, by po chwili ponownie wrócić do swoje lektury.
- Ładne. Ale nie jesteś Hiszpanką. Skąd jesteś ? – postanowił kontynuować rozmowę. Jedną dłonią zatrzasnęła grubą książkę.
- Nie dasz mi poczytać co ? – spytała ze śmiechem. Patrzyła przyjaźnie.
- Nie chciałem ci przeszkadzać. – stwierdził Alvaro speszony. Naprawdę nie chciał. W końcu początek rozmowy nie był zależny od jego woli tylko od… podświadomości ? No w każdym razie on tego nie chciał. Jednak mimo to ona nie wiedziała, że nie zrobił tego specjalnie. A stwierdzenie „nie chciałem ci przeszkadzać” z jej perspektywy wdawało się, no cóż bez sensu. – To znaczy ja… ja przepraszam. – wydukał w końcu odwracając głowę.
Zawsze był nieśmiały, nie tylko jeśli chodziło o dziewczyny w ogólne. W sumie zawsze miał dużo przyjaciół, zawsze ktoś się blisko niego kręcił, ale jakby się tak nad tym zastanowić to nie on zaczynał te znajomości. W zasadzie jego nieśmiałość nie była niczym uzasadniona. Świetnie grał w piłkę nożną, jeśli chodzi o urodę też niczego mu nie brakowało, no i głupi nie był, a mimo to zawsze czół się skrępowany kiedy miał zacząć rozmowę z kimś nieznajomym. Wolał posiedzieć sam, pokopać piłkę, poczytać coś o nowych trikach czy legendach piłkarskich, albo nawet posłuchać muzyki, ale nie przepadał za ciągłymi imprezami i byciem w centrum uwagi. Nie był samotnikiem, nie do końca, czasem po prostu lubił być sam. Teraz był przystojnym młodym mężczyzną, zawodnikiem pierwszej jedenastki wielkiego Realu Madryt i nikt nie pomyślałby nawet, że on wcale nie jest pewny siebie jak Cristiano, czy nawet Iker. On nie czuje się gwiazdą, kimś znanym, on wciąż jest tym chłopakiem który chce spełnić marzenie, być świetnym piłkarzem w świetnych klubie i mieć świetnych kolegów w zespole. I mimo ze to marzenie się ziściło on walce się nie zmienił.
- W porządku, nic się nie stało. I tak kończyłam już rozdział.
- Nie bo wiesz, ja naprawdę nie chciałem ci przeszkadzać, tylko…
- Dobrze, przecież nic się nie stało – maja nie potrafiła powstrzymać się od śmiechu, nie udało jej się ukryć rozbawienia chociaż bardzo się starała. Alvaro wydał jej się niezwykle słodki. – a co do mojego pochodzenia jestem Polką. Przyjechałam do Madrytu na wakacje i udało mi się skołować bilety na mecz Borussia- Real. Strasznie chciałam na niego pójść, nawet nie wiesz jak się cieszę.
Serce Alvaro zaczęło bić szybciej. Ona tam będzie, a co jeśli go rozpozna. Nie chciał tego, chciał żeby polubiła go – lub nie- za to kim jest, a nie za pozycje w Realu.
- Chyba zmierzamy w tym samym kierunku. – uśmiechnął się patrząc na nią. – kibicujesz Realowi czy BVB ? – zapytał starając się ukryć to jak ważna jest dla niego jej odpowiedź.
- To proste. Borussia oczywiście. Nie wiem jak można kibicować Realowi. Przecież to normalne, że Barca i BVB są od niego lepsze, gracze Realu są… specyficzni. Oni chyba myślą, że jak grają w takim klubie – który nie jest tak wielki dzięki nim- to mogą wszystko. Dobrze byłoby gdyby ktoś im uświadomił, że tak nie jest. Nie znam tam nikogo, kto byłby normalny i chociaż w miarę znośny.
Chłopak szeroko otworzył oczy, nie odważył się na nią spojrzeć, otworzył tez usta jakby chciała coś powiedzieć, ale zaraz je zamknął.
- Jesteś pewna ze nie ma tam nikogo jak to mówisz znośnego ? – spytał z nadzieją w głosie. Przecież nie są źli. Starają się jak mogą dla fanów, mają szacunek dla innych, mają zasady.
- Nie. Nikogo. No chyba ich nie bronisz? Proszę cie, nie powiesz mi, że jesteś za tą bandą symulantów ?! – Cisza. Wiedział co powinien zrobić. Powinien bronić honoru klubu, ale jakoś nie mógł wydusić słowa. – No błagam. Chyba zamknięcie tej książki było jednak złym pomysłem.
_________________________________________________________________________________
Hej kochani ;* Staasznie dziękuję za komentarze :D
Leci do was drugi rozdział, na razie nic w sumie sie nie dzieje, ale musisz mi wybaczyć.
jutro jadę nad jezioro dlatego nie będę dostępna na blogu, pozdrawiam wszystkich i dobranoc ;*
wtorek, 30 lipca 2013
Rozdział 1.
-
Słuchajcie chłopaki – trener mówił spokojnie, opanowanym głosem, choć drużyna
dobrze wiedziała, że coś jest nie tak – pojawiły się drobne komplikacje w
wyniku których lecimy samolotem pasażerskim, a nie jak to było planowane waszym
prywatnym.
Była to dość nieoczekiwana informacja, zupełnie nikt nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Byli Real Madryt, mieli wszystko co najlepsze i jeszcze nie zdarzyło się żeby musieli lecieć jakimś tam publicznym samolotem. Była to dla nich zupełna nowość, nie potrafili sobie tego wyobrazić, przecież przed meczem należy się skoncentrować, wyciszyć, trudno jest to zrobić będąc w metalowej puszce wraz z sektami innych osób.
- CO ?! Co za idiota jest za to odpowiedzialny ? Czy on w ogóle wie jak ważne jest dla nas cisza i spokój w czasie drogi na stadion ?! Czy spoczywała kiedykolwiek na nim taka presja ?! – Cristiano powoli wpadał w szał. Nikt mu się nie dziwił. Nawet Iker który zwykle nie zgadzał się z odrobinę zbyt zarozumiałym piłkarzem, teraz przyznał mu rację.
- Ronaldo dobrze mówi. Wiesz co się stanie kiedy ktoś nas w tym samolocie rozpozna ? To będzie porażka. Nie ma opcji żebyśmy lecieli publicznym samolotem, nie zgadzam się.
Mourinho zamknął na chwile oczy, odchylił głowę i wziął kilka głębokich oddechów. Starał się uspokoić nerwy. Wiedział, że nie będzie łatwo udobruchać chłopaków. Każdy marzy żeby zostać trenerem Królewskich, ale nie każdy wiedział co to znaczy. Z tym, że są największym klubem na świecie, wiąże się nieodłączanie to, że są najbardziej wymagający, rozkapryszeni i czasem wręcz nieznośni. Teraz stał przed bardzo trudnym zadaniem, może nawet trudniejszym niż sam trening. Ta drużyna jest tak dobra, że nie potrzebuje wielu treningów, potrzebuje za to kogoś kto nimi pokieruje w takiej sytuacji jak teraz. On wiedział doskonale, że będzie ciężko, ale nie mógł dopuścić do tego żeby się kłócili, bo to byłoby najgorsze co teraz mogą zrobić.
- Okej rozumiem, jesteście zdenerwowani. Jak widzicie ja tez nie skacze pod sufit. – spojrzał w górę uświadamiając sobie ze wciąż są na stadnie – którego aktualnie tu nie ma. W każdym razie, nie tego was uczyłem. Jesteście drużyną, macie kibiców, których nie możecie zawieść – mocno zaakcentował ostatnie słowa – to nie samolot jest ważny, musicie być gotowi w każdej sytuacji. Potraktujcie to jak sprawdzian. Jeśli zagracie na normalnym poziomie Realu Madryt zasługujecie na miano najlepszych na świecie, jeśli nie oddaje je komuś lepszemu od was. Pamiętajcie nastawić budziki, wylatujemy o 9:05, więc oszacujcie ile czasu zajmie wam wyszykowanie się. Mam nadziej że tyle potraficie zrobić, i każdy z was indywidualnie stawi się przy busie o 8:40.
- O której ?! Zwariowałeś ? Chcesz żebyśmy przysnęli na tym boisku ? Jeszcze my to będziemy biegać, ale co z Ikerem ? Utnie sobie komara w bramce, ja ci to mówię.
- Cóż w takim razie słodkich snów Iker. Mam nadzieję, że będziesz mieć wygodną murawę. Do zobaczenia jutro.
- Ale … - Ronaldo spróbował jeszcze raz wyrazić sprzeciw jednak trener zmierzał już w stronę wyjścia z ogromnego Bernabeu. – to jest chyba jakaś kpina.
Tego dnia wszyscy byli podenerwowani już do samego końca. Nawet zawsze spokojny i opanowany Iker nie potrafił pojąć zaistniałej sytuacji. Tylko młody Alvaro Morata potrafił się odnaleźć i nie rozumiał zachowania kolegów. Cała drużyna krzątała się po willi w której mieszkali przez ostanie kilka tygodni. To również był pomysł ich trenera. „ Jeśli spędzicie ze sobą więcej czasu zbliżycie się do siebie, poznacie swoje zwyczaje, będziecie się lepiej rozumieli, a to zaowocuję w czasie gry” tłumaczył.
- Ten dzień to jakaś masakra. – narzekał CR7 gdy wszyscy jedli kolację. – chyba gorzej już być może.
Jednak mogło. Ranek okazał się naprawdę koszmarny. Na pewno gorszy od wczorajszego południa, gorszy również od większości poranków które wspólnie spędzili „Galacticos”
- Wyłaź z łazienki, bo się spóźnimy, nie jesteś tu sam !- wrzeszczał Ramos waląc z całej siły w drzwi.
- Czego się drzesz ?! Wszystkich obudzisz. – usłyszał w odpowiedzi zirytowany już głos Crisa.
Tego akurat chłopaki mogli się spodziewać. Ronaldo zawsze wstawał najwcześniej, zajmował łazienkę i najpóźniej z niej wychodził. Jednak teraz nie mieli na to zbyt dużo czasu okazało się ze wstawanie o 2 godziny wcześniej niż zazwyczaj wcale nie jest takie łatwe nawet jeśli masz nastawiony budzik. Dlatego teraz wszyscy nerwowo krzątali się po domu, lub kończyli „ogarniać się” z myślą ze zostało im 15 minut do zbiórki przy busie. No wszyscy prócz Sergio który wściekle walił w drzwi wciąż zajętej łazienki.
-Nikt nie śpi idioto. Mamy kwadrans do wyjazdu więc albo za minutę wyjdziesz albo ci pomogę ale wtedy nic nie da ci już nawet najdroższy z twoich pudrów !
- Nie irytuj się tak kochanie. – po chwili ciszy drzwi w końcu się uchyliły i wyjrzał zza nich uśmiechnięty Ronaldo. – złość urodzie szkodzi.
- Zobaczymy czy będzie ci tak do śmiechu jak założę spodnie. – stwierdził ponuro Ramos do tej pory stojący w samych bokserkach.
-Teraz wyglądasz bardziej sexi. – kontynuował Ronaldo który doskonale wiedział, że Ramos nie ma teraz czasu ani ochoty ganiać go po całym domu. – Serio. Może powinieneś częściej stawiać na taką stylówę.
- Masz około 10 minut. Radze dobrze się schować. Bardzo dobrze- odpowiedział tylko Sergio zamykając za sobą drzwi.
-Och daj spokój Segio, wszyscy wiemy, że i tak mnie kochasz. – Cris uśmiechnął się czarująco w stronę zamkniętych już drzwi. Niestety nie usłyszał odzewu. – Nie ukryjesz się z tym, wszyscy znamy prawdę. – rzucił na koniec i śmiejąc się ruszył w stronę swojego pokoju.
Cała drużyna miała dość dużo bagaży i w brew pozorom i stereotypom jakie krążyły to nie CR miał go najwięcej.
Już przed czasem wszyscy stali w ustalonym miejscu. Nie lubili denerwować trenera. Ogólnie nie lubili się kłócić. Droczyć, czy przedrzeźniać tak, ale kłócić nie. Byli drużyną, jak rodzina i tego się trzymali. Jeśli pojawiały się czasem momenty zwątpienia po prostu myśleli sobie „dla kibiców, dla Realu Madryt” i nic nie potrafiło ich rozdzielić. Dla tego klubu potrafili zrobić naprawdę wiele. Stali wszyscy razem rozmawiając o zaistniałej sytuacji. Takowa zdarzyła się po raz pierwszy. Teraz kiedy nie kierowały nimi emocje podeszli do tematu na spokojnie i każdy z nich musiał przyznać sam przed sobą dlaczego opcja transportu publicznego tak ich przerażała. Zrozumieli w końcu, że jak każdy człowiek i oni boją się zmian. To było dla nich wyzywanie. Walka o honor. Musieli wygrać ten mecz bez względu na wszystko. Musieli udowodnić trenerowi, że są najlepsi i zasługują na to miano bardziej niż ktokolwiek inny. Musieli to udowodnić po prostu sobie.
Po dość długiej i stresującej podróży przez Madryt dotarli na lotnisko. Okazało się ze sprawy nie poszły po ich myśli. Wręcz przeciwnie, wydawało się jakby wszystko ziemi i niebie sprzysięgło się przeciw nim. Na madryckich drogach już bardzo dawno nie widzieli takich korków i takiej ilości czerwonych świateł.
- Cóż wygląda na to ze brakuje jeszcze dość znacznej ilości pasażerów, ale nie możemy opóźniać lotu. Proszę nie wychodzić z samolotu, zaraz zamykamy…
____________________________________________________________________________
No i jest pierwszy rozdział. Przepraszam, że musieliście na niego tyle czekać. Jeśli wam się podoba, zostawcie komentarz. Ci co mają blogi wiedzą jak bardzo to cieszy i motywuje.
Miłego czytania, dobranoc ;*
Była to dość nieoczekiwana informacja, zupełnie nikt nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Byli Real Madryt, mieli wszystko co najlepsze i jeszcze nie zdarzyło się żeby musieli lecieć jakimś tam publicznym samolotem. Była to dla nich zupełna nowość, nie potrafili sobie tego wyobrazić, przecież przed meczem należy się skoncentrować, wyciszyć, trudno jest to zrobić będąc w metalowej puszce wraz z sektami innych osób.
- CO ?! Co za idiota jest za to odpowiedzialny ? Czy on w ogóle wie jak ważne jest dla nas cisza i spokój w czasie drogi na stadion ?! Czy spoczywała kiedykolwiek na nim taka presja ?! – Cristiano powoli wpadał w szał. Nikt mu się nie dziwił. Nawet Iker który zwykle nie zgadzał się z odrobinę zbyt zarozumiałym piłkarzem, teraz przyznał mu rację.
- Ronaldo dobrze mówi. Wiesz co się stanie kiedy ktoś nas w tym samolocie rozpozna ? To będzie porażka. Nie ma opcji żebyśmy lecieli publicznym samolotem, nie zgadzam się.
Mourinho zamknął na chwile oczy, odchylił głowę i wziął kilka głębokich oddechów. Starał się uspokoić nerwy. Wiedział, że nie będzie łatwo udobruchać chłopaków. Każdy marzy żeby zostać trenerem Królewskich, ale nie każdy wiedział co to znaczy. Z tym, że są największym klubem na świecie, wiąże się nieodłączanie to, że są najbardziej wymagający, rozkapryszeni i czasem wręcz nieznośni. Teraz stał przed bardzo trudnym zadaniem, może nawet trudniejszym niż sam trening. Ta drużyna jest tak dobra, że nie potrzebuje wielu treningów, potrzebuje za to kogoś kto nimi pokieruje w takiej sytuacji jak teraz. On wiedział doskonale, że będzie ciężko, ale nie mógł dopuścić do tego żeby się kłócili, bo to byłoby najgorsze co teraz mogą zrobić.
- Okej rozumiem, jesteście zdenerwowani. Jak widzicie ja tez nie skacze pod sufit. – spojrzał w górę uświadamiając sobie ze wciąż są na stadnie – którego aktualnie tu nie ma. W każdym razie, nie tego was uczyłem. Jesteście drużyną, macie kibiców, których nie możecie zawieść – mocno zaakcentował ostatnie słowa – to nie samolot jest ważny, musicie być gotowi w każdej sytuacji. Potraktujcie to jak sprawdzian. Jeśli zagracie na normalnym poziomie Realu Madryt zasługujecie na miano najlepszych na świecie, jeśli nie oddaje je komuś lepszemu od was. Pamiętajcie nastawić budziki, wylatujemy o 9:05, więc oszacujcie ile czasu zajmie wam wyszykowanie się. Mam nadziej że tyle potraficie zrobić, i każdy z was indywidualnie stawi się przy busie o 8:40.
- O której ?! Zwariowałeś ? Chcesz żebyśmy przysnęli na tym boisku ? Jeszcze my to będziemy biegać, ale co z Ikerem ? Utnie sobie komara w bramce, ja ci to mówię.
- Cóż w takim razie słodkich snów Iker. Mam nadzieję, że będziesz mieć wygodną murawę. Do zobaczenia jutro.
- Ale … - Ronaldo spróbował jeszcze raz wyrazić sprzeciw jednak trener zmierzał już w stronę wyjścia z ogromnego Bernabeu. – to jest chyba jakaś kpina.
Tego dnia wszyscy byli podenerwowani już do samego końca. Nawet zawsze spokojny i opanowany Iker nie potrafił pojąć zaistniałej sytuacji. Tylko młody Alvaro Morata potrafił się odnaleźć i nie rozumiał zachowania kolegów. Cała drużyna krzątała się po willi w której mieszkali przez ostanie kilka tygodni. To również był pomysł ich trenera. „ Jeśli spędzicie ze sobą więcej czasu zbliżycie się do siebie, poznacie swoje zwyczaje, będziecie się lepiej rozumieli, a to zaowocuję w czasie gry” tłumaczył.
- Ten dzień to jakaś masakra. – narzekał CR7 gdy wszyscy jedli kolację. – chyba gorzej już być może.
Jednak mogło. Ranek okazał się naprawdę koszmarny. Na pewno gorszy od wczorajszego południa, gorszy również od większości poranków które wspólnie spędzili „Galacticos”
- Wyłaź z łazienki, bo się spóźnimy, nie jesteś tu sam !- wrzeszczał Ramos waląc z całej siły w drzwi.
- Czego się drzesz ?! Wszystkich obudzisz. – usłyszał w odpowiedzi zirytowany już głos Crisa.
Tego akurat chłopaki mogli się spodziewać. Ronaldo zawsze wstawał najwcześniej, zajmował łazienkę i najpóźniej z niej wychodził. Jednak teraz nie mieli na to zbyt dużo czasu okazało się ze wstawanie o 2 godziny wcześniej niż zazwyczaj wcale nie jest takie łatwe nawet jeśli masz nastawiony budzik. Dlatego teraz wszyscy nerwowo krzątali się po domu, lub kończyli „ogarniać się” z myślą ze zostało im 15 minut do zbiórki przy busie. No wszyscy prócz Sergio który wściekle walił w drzwi wciąż zajętej łazienki.
-Nikt nie śpi idioto. Mamy kwadrans do wyjazdu więc albo za minutę wyjdziesz albo ci pomogę ale wtedy nic nie da ci już nawet najdroższy z twoich pudrów !
- Nie irytuj się tak kochanie. – po chwili ciszy drzwi w końcu się uchyliły i wyjrzał zza nich uśmiechnięty Ronaldo. – złość urodzie szkodzi.
- Zobaczymy czy będzie ci tak do śmiechu jak założę spodnie. – stwierdził ponuro Ramos do tej pory stojący w samych bokserkach.
-Teraz wyglądasz bardziej sexi. – kontynuował Ronaldo który doskonale wiedział, że Ramos nie ma teraz czasu ani ochoty ganiać go po całym domu. – Serio. Może powinieneś częściej stawiać na taką stylówę.
- Masz około 10 minut. Radze dobrze się schować. Bardzo dobrze- odpowiedział tylko Sergio zamykając za sobą drzwi.
-Och daj spokój Segio, wszyscy wiemy, że i tak mnie kochasz. – Cris uśmiechnął się czarująco w stronę zamkniętych już drzwi. Niestety nie usłyszał odzewu. – Nie ukryjesz się z tym, wszyscy znamy prawdę. – rzucił na koniec i śmiejąc się ruszył w stronę swojego pokoju.
Cała drużyna miała dość dużo bagaży i w brew pozorom i stereotypom jakie krążyły to nie CR miał go najwięcej.
Już przed czasem wszyscy stali w ustalonym miejscu. Nie lubili denerwować trenera. Ogólnie nie lubili się kłócić. Droczyć, czy przedrzeźniać tak, ale kłócić nie. Byli drużyną, jak rodzina i tego się trzymali. Jeśli pojawiały się czasem momenty zwątpienia po prostu myśleli sobie „dla kibiców, dla Realu Madryt” i nic nie potrafiło ich rozdzielić. Dla tego klubu potrafili zrobić naprawdę wiele. Stali wszyscy razem rozmawiając o zaistniałej sytuacji. Takowa zdarzyła się po raz pierwszy. Teraz kiedy nie kierowały nimi emocje podeszli do tematu na spokojnie i każdy z nich musiał przyznać sam przed sobą dlaczego opcja transportu publicznego tak ich przerażała. Zrozumieli w końcu, że jak każdy człowiek i oni boją się zmian. To było dla nich wyzywanie. Walka o honor. Musieli wygrać ten mecz bez względu na wszystko. Musieli udowodnić trenerowi, że są najlepsi i zasługują na to miano bardziej niż ktokolwiek inny. Musieli to udowodnić po prostu sobie.
Po dość długiej i stresującej podróży przez Madryt dotarli na lotnisko. Okazało się ze sprawy nie poszły po ich myśli. Wręcz przeciwnie, wydawało się jakby wszystko ziemi i niebie sprzysięgło się przeciw nim. Na madryckich drogach już bardzo dawno nie widzieli takich korków i takiej ilości czerwonych świateł.
- Cóż wygląda na to ze brakuje jeszcze dość znacznej ilości pasażerów, ale nie możemy opóźniać lotu. Proszę nie wychodzić z samolotu, zaraz zamykamy…
____________________________________________________________________________
No i jest pierwszy rozdział. Przepraszam, że musieliście na niego tyle czekać. Jeśli wam się podoba, zostawcie komentarz. Ci co mają blogi wiedzą jak bardzo to cieszy i motywuje.
Miłego czytania, dobranoc ;*
środa, 24 lipca 2013
Prolog
Szłam
alejką między drzewami kiedy moją uwagę przykuł artykuł na pierwej stronie gazety,
którą czytał jakiś staruszek.
- Przepraszam, czy mogę tę gazetę ? To dla mnie bardzo ważne. – nie odpowiedział, jednak ja wciąż uporczywie się w niego wpatrywałam.
- Dziecko zapłaciłem za nią i chcę przeczytać, daj że mi spokój. – starszy pan spojrzał na mnie oburzony i zaraz ponownie wrócił do swojej lektury.
- Błagam, zapłacę za nią. Ile pan chce ? – popatrzyłam prosto w jego oczy – proszę.
- A weź i daj mi spokój – podał mi gazetę i rozzłoszczony ruszył w przeciwną stronę niż ja.
- Dziękuje bardzo. Nigdy panu tego nie zapomnę ! – krzyknęłam za nim, nie wiem czy usłyszał, ale jeśli tak nijak nie dał tego po sobie poznać.
Zaczęłam czytać i z każdym słowem ogarniała mnie wściekłość. Nagłówek głosił „Kolejne makabryczne zabójstwo w magazynach” pod nim widniało zdjęcie uśmiechniętej kobiety. Od razu ją rozpoznałam. Chwyciłam mocno gazetę i pędem puściłam się przez park.
-Obiecaliście, że nic jej nie zrobicie. – warknęłam rzucając artykuł w twarz wysokiego, postawnego mężczyzny.
- Daj spokój, gdyby nie sprawiała problemów byłaby cała.
- Ale sprawiała… - usłyszałam kolejny głos. I zaraz potem zza ogromnej beczki wyłoniła się kolejna postać. Kolejny napakowany facet z burzą ciemnych włosów na głowie.
- Ona miała rodzinę! Miała dzieci! – wrzeszczałam, nie kontrolowałam już głosu, nie kontrolowałam płynących łez, ani przygniatającego mnie z każdą chwilą coraz bardziej poczucia winy. – Jesteś potworem – zwróciłam się z powrotem do „szefa gangu”. – Nie jesteś już moim ojcem, a ty nie jesteś moim bratem! – spojrzała na drugiego z nich – ja nie mam już rodziny. Nie zasługujecie na miano ludzi, nie zasługujecie nawet na miano zwierząt, jesteście potworami ! – w tym momencie poczułam pieczenie na policzku. Uderzył mnie, naprawdę mnie uderzył. Nie wierzyłam w to co się właśnie działo i jeśli jeszcze przez chwilą czułam, że jest w nim jakaś resztka człowieczeństwa, coś co przypomina mu, że jest ojcem, coś co przypomina o tym mnie, teraz to zupełnie zniknęło, a uczucie jakie zapłonęło w moim sercu było czystą, niczym nie zmąconą nienawiścią do niego. Odwróciłam się, jednak poczułam czyjeś dłonie na moim nadgarstku. Mój brat trzymał mnie mocno, ale nie sprawiał mi tym bólu.
- Jeśli chcesz to idź, ale nigdy nie wracaj. – człowiek, którego jeszcze przed chwilą uważałam za ojca zwracał się do mnie przez zaciśnięte zęby. W jego oczach widziałam wściekłość.
- Nie mam zamiaru ! Już nigdy więcej, nigdy więcej wam nie pomogę, nigdy nie przyprowadzę na śmierć żadnego człowieka. NIGDY !
- Pamiętaj Mała, że każdy ma za sobą jakąś przeszłość i ona nie zniknie. Przed nią nie da się uciec. Ona znajdzie każdego. – Artur patrzył na mnie wzrokiem w którym dostrzegłam smutek. Wyrwałam swoją rękę z jego uścisku - Każdego Mała ! – usłyszałam za sobą, nie odwróciłam się. Już nigdy się nie odwrócę. Biegłam najszybciej jak mogłam, nienawiść i poczucie winy napędzały mnie. To ja sprowadziłam do nich tę kobietę, tak jak i dziesiątki innych ludzi. Chciałam się schować, żeby nikomu już nie stała się przeze mnie krzywda i najbardziej żałowałam, że musiałam tak wcześnie dorosnąć.
__________________________________________________________________________________
Okej, no to prolog mamy za sobą :) Mam nadzieję, że wam się spodobał.
W pierwszym rozdziale (powinien się pojawić za kilka dni) możecie się już spodziewać udziału graczy Realu, ale nie chcę wam za dużo zdradzać :)
Dziękuję wszystkim za komentarze, to naprawdę bardzo motywuje ;*
- Przepraszam, czy mogę tę gazetę ? To dla mnie bardzo ważne. – nie odpowiedział, jednak ja wciąż uporczywie się w niego wpatrywałam.
- Dziecko zapłaciłem za nią i chcę przeczytać, daj że mi spokój. – starszy pan spojrzał na mnie oburzony i zaraz ponownie wrócił do swojej lektury.
- Błagam, zapłacę za nią. Ile pan chce ? – popatrzyłam prosto w jego oczy – proszę.
- A weź i daj mi spokój – podał mi gazetę i rozzłoszczony ruszył w przeciwną stronę niż ja.
- Dziękuje bardzo. Nigdy panu tego nie zapomnę ! – krzyknęłam za nim, nie wiem czy usłyszał, ale jeśli tak nijak nie dał tego po sobie poznać.
Zaczęłam czytać i z każdym słowem ogarniała mnie wściekłość. Nagłówek głosił „Kolejne makabryczne zabójstwo w magazynach” pod nim widniało zdjęcie uśmiechniętej kobiety. Od razu ją rozpoznałam. Chwyciłam mocno gazetę i pędem puściłam się przez park.
-Obiecaliście, że nic jej nie zrobicie. – warknęłam rzucając artykuł w twarz wysokiego, postawnego mężczyzny.
- Daj spokój, gdyby nie sprawiała problemów byłaby cała.
- Ale sprawiała… - usłyszałam kolejny głos. I zaraz potem zza ogromnej beczki wyłoniła się kolejna postać. Kolejny napakowany facet z burzą ciemnych włosów na głowie.
- Ona miała rodzinę! Miała dzieci! – wrzeszczałam, nie kontrolowałam już głosu, nie kontrolowałam płynących łez, ani przygniatającego mnie z każdą chwilą coraz bardziej poczucia winy. – Jesteś potworem – zwróciłam się z powrotem do „szefa gangu”. – Nie jesteś już moim ojcem, a ty nie jesteś moim bratem! – spojrzała na drugiego z nich – ja nie mam już rodziny. Nie zasługujecie na miano ludzi, nie zasługujecie nawet na miano zwierząt, jesteście potworami ! – w tym momencie poczułam pieczenie na policzku. Uderzył mnie, naprawdę mnie uderzył. Nie wierzyłam w to co się właśnie działo i jeśli jeszcze przez chwilą czułam, że jest w nim jakaś resztka człowieczeństwa, coś co przypomina mu, że jest ojcem, coś co przypomina o tym mnie, teraz to zupełnie zniknęło, a uczucie jakie zapłonęło w moim sercu było czystą, niczym nie zmąconą nienawiścią do niego. Odwróciłam się, jednak poczułam czyjeś dłonie na moim nadgarstku. Mój brat trzymał mnie mocno, ale nie sprawiał mi tym bólu.
- Jeśli chcesz to idź, ale nigdy nie wracaj. – człowiek, którego jeszcze przed chwilą uważałam za ojca zwracał się do mnie przez zaciśnięte zęby. W jego oczach widziałam wściekłość.
- Nie mam zamiaru ! Już nigdy więcej, nigdy więcej wam nie pomogę, nigdy nie przyprowadzę na śmierć żadnego człowieka. NIGDY !
- Pamiętaj Mała, że każdy ma za sobą jakąś przeszłość i ona nie zniknie. Przed nią nie da się uciec. Ona znajdzie każdego. – Artur patrzył na mnie wzrokiem w którym dostrzegłam smutek. Wyrwałam swoją rękę z jego uścisku - Każdego Mała ! – usłyszałam za sobą, nie odwróciłam się. Już nigdy się nie odwrócę. Biegłam najszybciej jak mogłam, nienawiść i poczucie winy napędzały mnie. To ja sprowadziłam do nich tę kobietę, tak jak i dziesiątki innych ludzi. Chciałam się schować, żeby nikomu już nie stała się przeze mnie krzywda i najbardziej żałowałam, że musiałam tak wcześnie dorosnąć.
__________________________________________________________________________________
Okej, no to prolog mamy za sobą :) Mam nadzieję, że wam się spodobał.
W pierwszym rozdziale (powinien się pojawić za kilka dni) możecie się już spodziewać udziału graczy Realu, ale nie chcę wam za dużo zdradzać :)
Dziękuję wszystkim za komentarze, to naprawdę bardzo motywuje ;*
wtorek, 23 lipca 2013
Cześć !
Witajcie kochani !
jestem Ola, to jest mój pierwszy blog, także przepraszam za wszystkie niedociągnięcia.
Mam nadzieję, że chociaż trochę was zaciekawi moje opowiadanie. Prolog powinien pojawić się jutro wieczorkiem, na razie możecie zajrzeć do zakładki "Bohaterowie" i zapoznać się z postaciami.
Chciałabym jeszcze podziękować Natalii bez której ten blog nie powstałby ;*
Miłego czytania i dobranoc ;*
jestem Ola, to jest mój pierwszy blog, także przepraszam za wszystkie niedociągnięcia.
Mam nadzieję, że chociaż trochę was zaciekawi moje opowiadanie. Prolog powinien pojawić się jutro wieczorkiem, na razie możecie zajrzeć do zakładki "Bohaterowie" i zapoznać się z postaciami.
Chciałabym jeszcze podziękować Natalii bez której ten blog nie powstałby ;*
Miłego czytania i dobranoc ;*
Subskrybuj:
Posty (Atom)